profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Blisko, coraz bliżej.
25.04.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 2, 26.02.2010

Sytuacja stawała się nieznośna. Ja dostawałam w głowę w kraju z tęsknoty i zmartwienia. Marcin borykał się z trudnościami i samotnością w Szkocji.
Pracował już co prawda, ale pieniędzy jakoś nie było. Najpierw Pani z HR błędnie napisała pismo potwierdzajace zatrudnienie dla Jobcentre. Datę pisma zostawiła jakąś majową i Marcin nie mógł załatwić National Insurance Number. Potem Payroll Clerk zapomniał go wciągnąć na listę wypłat. Normalnie jak w czeskim filmie. Komedia pomyłek.
Na sylwestra Marcin miał w kieszeni siedem funtów. Wystarczyło na najtańszą whisky. Żeby tylko zapomnieć.
Dla mnie było to niepojęte. No bo jak to, tak? Gdybym ja u siebie w biurze, w Polsce, wykazała się taką beztroską, okazała taką niekompetencję to.... Po pierwsze klient by mnie zjadł z butami. Po drugie napisałby skargę do mojego szefa z kopią do jego szefa, a na końcu do szefa wszystkich szefów. Ciągu dalszego nie muszę wyjaśniać.
Dzięki Bogu był Ron. On wiedział czym to się je. Zadzwonił gdzie trzeba i tego samego dnia Marcin otrzymał zaległą wypłatę w gotówce. Żadne głowy oczywiście nie poleciały. Znacznie później nauczyliśmy się doceniać ten luz i to, że nikomu się nigdzie nie spieszy, ale w owym czasie kosztowało nas to sporo nerwów.
Jakiś czas później Ron dał Marcinowi numer telefonu do firmy sprzątającej, która szukała pracowników na nocny kontrakt. Dostał tę pracę. Pracował teraz na dwa etaty. Więcej pracy równało się więcej pieniędzy, mniej czasu na tęsknotę i co najważniejsze znacznie przybliżało datę naszego przyjazdu do Szkocji.
Pewnego dnia Marcin zadzwonił pytając - Powiedz mi co mam zrobić? W tej firmie gdzie sprzątam są ze mnie bardzo zadowoleni. Akurat odszedł mój supervisor i proponują mi jego stanowisko. Tylko, że to będzie dużo godzin, nie dam rady ciągnąć dwóch prac. Zostać w autobusach i czekać na egzamin, czy iść w cleaner'kę?
- Wiesz, ja już tych twoich autobusów nie lubię. Kręcą, niesolidni są. Cały czas pod górkę. Chyba ci to nie jest pisane. Poza tym bycie takim kierowcą to musi być strasznie nudne. Co dzień te same trasy. Z ludzmi nie pogadasz, bo wiadomo, że ROZMOWA Z KIEROWCĄ W CZASIE JAZDY ZABRONIONA. Będziesz miał dość po kilku miesiącach. Idź ty chłopie lepiej w tę cleaner'kę. Z ludzmi pogadasz, język podszkolisz i w ciągłym ruchu będziesz to i dla zdrowia lepiej.
No to chwycił się mopa. Jak żona kazali. I już po dwóch miesiącach bilety lotnicze dla nas były zabukowane.
Ja rokwitłam jak szczypiorek na wiosnę. Złożyłam trzymiesięczne wypowiedzenie z pracy. Marcin tymczasem gorączkowo poszukiwał mieszkania. Relaksował się na siłowni i rzeźbił sylwetkę na nasze ponowne spotkanie. Zapowiadał się ponowny miesiąc miodowy.

W babińcu, jak Marcin zwykł nazywać moje miejsce pracy, wszyscy stukali się wymownie w głowy. Bowiem kto przy zdrowych zmysłach zamieniałby urzędniczy stołek na ścierę i mopa. Nie robiłam z tego tajemnicy, iż  swoją zagraniczną karierę zawodową, z całą pewnością, tak właśnie rozpocznę. Tylko, że ja wiedziałam, że na tym się ta kariera nie skończy. Moi współpracownicy wyraźnie w to powiątpiewali.
Zasiadanie na urzędniczym stołku w babińcu nie tylko nie przynosiło  spodziewanych pożytków finansowych, nie przynosiło również powodów do  dumy. Zmuszona byłam egzekwować od szaraczków wykonywanie przepisów, z którymi sama nie mogłam się zgodzić. Znałam wszystkie luki systemu i widziałam jak cwaniacy się ślizgają, a ci poczciwi grzęzną w długach. Atmosfera w pracy również nie należała do tych, za którymi można by tęsknić. Wieczny wyścig  ku sztucznie wykreowanym celom, dla zaspokojenia statystyk.  Bez pochwał za dobrą pracę. Za to dywanik u szefa i wyciąganie konsekwencji finansowych przy byle okazji.                                                    
Ostatniego dnia pracy szef nie pofatygował się nawet, aby mnie pożegnać. Uściśnięcie mi dłoni i podziękowanie za wieloletnią, dobrą śmiem twierdzić, pracę (w końcu mnie awansowali, no nie?) przerosło jego możliwości. Czego tu więc żałować?
Zaczęłam pakować walizy.