profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow II. Zaniedbanie? ;)
25.04.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 5, 22.10.2010

Tytuł posta to oczywiście żart. Chociaż, kto wie?

 Poniżej przedruk z mojego szkociego bloga ;)

***

 

 

Są ferie "ziemniaczane" i każda kochająca lub przynajmniej praworządna matka przebywa obecnie na urlopie, opiekując się swoimi dziećmi. Ze smutkiem wyznać muszę, iż nie należę do żadnej z powyższych kategorii.
Dzieci radzą sobie w domu świetnie - Młody przygotowuje/odgrzewa spreparowane przeze mnie posiłki zgodnie z  pozostawionymi instrukcjami, co z czym i kiedy. Nie otwierają drzwi nikomu, nawet jak kto wetknie ubielone mąką kopytko przez dziurę na listy i przymila się ociekającym od miodu głosem. Nudzą się jednak okrutnie, więc zaraz po powrocie do domu zabieram ich gdziekolwiek, aby spożytkowali nagromadzoną energię - produkt uboczny bycia niewidzialnymi przez 6 godzin. Nie jest to bynajmniej podyktowane wyrzutami sumienia (no może w jakiejś tam części). Przede wszystkim jednak dochodzi tu do głosu mój instynkt samozachowawczy. 
Same prośby - "Mamo nie idź do pracy, nudzi się nam" - nie wystarczą, aby zatrzymać wyrodną matkę w domu. Musi wydarzyć się coś nadzwyczajnego, a najlepiej kumulacja wydarzeń nadzwyczajnych, aby matka-pracoholik zaczęła rozważać wzięcie "offa".  
I tak samo zapchanie się rury odpływowej w łazience, uprzykrzające nam życie od kilku dni nie było jeszcze powodem, dla którego warto by wzywać hydraulika, a potem oczekiwać go bezczynnie pół dnia. Przedsiębiorcza kobieta "przesiębnie" najpierw środki zwyczajne. Wykupi w lokalnym sklepie wszystkie artykuły żrąco-przeczyszczające i zaaplikuje je wszystkie naraz, ryzykując wybuch nuklearny na skalę Hiroszimy lub co najmniej zabicie wszelkich form życia na obszarze całego shire.
Sama usterka zresztą nie była aż tak dotkliwa, żeby nie dało się z nią żyć przez kilka następnych tygodni. Zatkanie rury nastąpiło gdzieś w systemie zewnętrznym, poza budynkiem i powodowało, że woda spuszczona z wanny przez sąsiadów, wypełniała następnie naszą wannę, zanim leniwie odpłynęła sobie do oczyszczalni. Gdyby nie fakt, że wraz z upienioną już pachnącym płynem do kąpieli wodą, napływały do wanny brudy, których nie powstydziłby się w swoich opowiadaniach sam
mr_black ;-) - z sytuacji tej wynikać by mogły całkiem wymierne korzyści higieniczno-ekologiczne.
Jednak dopiero zapowiadane od kilku dni, a ziszczone dziś rano opady śniegu, zatrzymały mnie w domu. Białe płatki śniegu jak wyrzut sumienia krzyczały: "A widzisz?! Nie odkładaj do jutra tego co możesz zrobić już dziś". Od kilku miesięcy już powtarzam sobie, że muszę zmienić opony przed zimą. Myśl ta stała sie jeszcze bardziej natrętna wobec zaplanowanej za dwa tygodnie podróży na lotnisko i wylotu do Polski. 
To nagłe nagromadzenie się kataklizmów, złamało mój proletariacki kręgosłup. Przy czym pogodziłam się z tym faktem zadziwiająco łatwo. Wcześniej takie decyzje wymagały u mnie dłuższej walki wewnętrznej. Czyżbym uczłowieczała się z wiekiem?
Dzieci przyjęły wiadomość okrzykami radości i łomoczącymi wyskokami, czym momentalnie wywołały u mnie migrenę.
Ułożyłam sobie w zbolałej głowie plan i przystąpiłąm do systematycznego usuwania przeszkód. Zgłosiłam usterkę w councilu, po czym zawiadomołam w pracy, że nie przyjdę. Oczekując fachowca - zgodnie z przewidywaniami - zdążyłam wysprzątać cały dom, "wyprać dwie pralki" i napisać połowę tego posta. Dzieci zbite z tropu moją obecnością w domu i być może wyczerpane wcześniejszym wybuchem radości, zachowywały się wyjątkowo poprawnie.   
Pan huraulik szkocki w niczym nie przypominał hudraulika polskiego. Spodnie miał na właściwym miejscu i niczego przed nami nie obnażał, nie przeklinał i nie pachniał niczym ....
Pożegnałam go uprzejmie, dziękując serdecznie za pomoc. Może i trzeba na nich (fachowców) czekać, ale przynajmniej nic nas nie kosztują.
Następnie zapakowałam pociechy do auta i powolutku pojechaliśmy po opony. Oj! Jak ja tęsknię za czasami, kiedy jako brzdące zasypiali w samochodzie już w momencie uruchomienia silnika. Obecnie każda podróż poprzedzona jest kłótnią o to, kto usiądzie z przodu. Już w trakcie jazdy można dalej kłócić się o to jakiej płyty będziemy słuchać i kto jest głupi. Jak już uda się ustalić powyższe dwa punkty przychodzi kolej na niezliczoną ilość pytań. Może i kobiety mają podzielną uwagę, ale na miłość boską, nie kiedy już i tak całym swoim jestestwem zaangażowane są w czynność prowadzenia samochodu, zwłaszcza z łysymi oponami i zwałami śniegu w prognozach pogody!!! Tak oto przyparta do muru stawiam ultimatum, że albo się uspokoją, albo zacznę śpiewać. Nareszcie jest spokój i bezpiecznie dojeżdżamy do 'centrum opon'.
Wybita z kieratu codzienności, wyjęta zza biurka, czyli najzwyczajniej okradziona z poczucia bezpieczeństwa nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Szare komórki w zetknięciu z nieprzewidywalnym, pracując na najwyższych obrotach, przegrzewają się i odmawiają posłuszeństwa. I tak, o ile szczęśliwie udało mi się przebrnąć przez quiz motoryzacyjny, o tyle przypomnienie sobie numeru PIN do karty kredytowej okazalo się już ponad moje siły. Możliwe, że rozkojarzył mnie żart mechanika - dowcipne mają te ceny. 
Z opresji tym razem wyratowała mnie Złośnica. Podczas zakupów często pozwalam jej skanować produkty na stanowiskach samoobsługowych i dokonywać płatności z użyciem moich kart (niech się uczy, zakupy to przecież sens życia każdej kobiety). Tak więc moja 10-letnia córka zna oba PINy, które mnie się czasem (czyt. często) mylą....

Na jutro jest pomidorowa. Idę do pracy, choćby się .........
Lepiej nie zapeszać.