profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Tańcząca z mopami.
29.05.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 1, 22.03.2010

Oj, jak ja chciałam do pracy, do ludzi. Marcin wiercił dziurę w brzuchu Dee, ale nic odpowiedniego nie było. Wreszcie we wrześniu, za radą Dee, Marcin odstąpił mi tych kilka godzin  rano  w swoim biurowcu. Było to logiczne. Pieniądze zostawały w rodzinie, przy czym Marcin płacił teraz mniejszy podatek.
Ja byłam szczęśliwa mogąc wreszcie ruszyć się z domu, a Marcin znalazł czas na swoją pasję.
Kupił sobie gitarkę Ibaneza, piecyk i efekty gitarowe. Nasze mieszkanie znów wypełniło się brzmieniem heavy metal i hard rock.  Jak on się cieszył z tej gitary! W Polsce miał tanią podróbę Ibaneza. Tu wreszcie mógł nabyć oryginał. Jego największe marzenie, Fender Stratocaster, jawiło się teraz na horyzoncie jako coś osiągalnego.
Podczas kiedy Marcin wygrywał swoje solówki na gitarze, ja dawałam ujście niespożytej energii w nowej pracy. Teraz również i ja dołączyłam do grona cleaner'ów, polerując na błysk krany i lustra w biurowych toaletach. Kursowałam ze swoim wózeczkiem zaopatrzonym w WC kaczkę, rolki papieru toaletowego i ręczniczki papierowe po ośmiu pietrach biurowca zacierając wszelkie ślady użytkowania tych przybytków przez pracowników firmy olejowej. Zaglądałam też do kuchni, przecierałam blaty kuchenne i odpowiadałam na uprzejme pozdrowienia.
Spotykałam się z różnym przyjęciem. Biznes olejowy zdominowany jest przez mężczyzn i to z nimi częściej stykałam się na korytarzach. Zwykle były to tylko uśmiechy i powitania wymieniane grzecznościowo w przejściu. Niektórzy jednak ciekawi byli dowiedzieć się czegoś o mnie. Pytano o to skąd pochodzę i co skłoniło mnie do decyzji o wyjeździe z kraju. Te właśnie, najczęściej pojawiajace się, pytania wprawiały mnie w zakłopotanie. Nie da się przecież w dwóch słowach wyjaśnić tego, że w naszym kraju zarobki są często odwrotnie proporcjonalne do zdobytego wykształcenia, że mieszkań socjalnych brak, a za niebotyczną cenę można nabyć prawo  własności do lokalu spółdzielczego.
Zwłaszcza to prawo własności do lokalu spółdzielczego, na nabycie którego trzeba było zaciągnąć kredyt, a które nie zwalniało z obowiązku opłacania comiesięcznego czynszu za wynajem, przekraczało możliwości pojmowania moich rozmówców. Moje zresztą też. Ponadto pokutowała nauka rosyjskiego w szkole. Mój angielski, kształcony głównie na filmach amerykańskich, był dość ubogi.
Zresztą nie wszyscy byli tak uprzejmi i przyjacielscy. Niektórzy z góry zakładali, że jestem tylko głupią sprzataczką z Eastern Europe i  wogóle nie mówię po angielsku. Nie wyprowadzałam ich z błędu, podstępnie nie reagując na głupie uwagi. Raz tylko nie wytrzymałam.
Sprzątałam właśnie kuchnię na trzecim pietrze. Zebrało się tam kilku zblazowanych młodzieńców. Popijając kawkę, gapili się na mnie i dobrze się bawili. Moim kosztem. Nie zwracałam na nich uwagi, utwierdzając ich tym samym w przekonaniu, że nic nie rozumiem. Myśleli więc, że są bezkarni. Nie rozumiałam wszystkiego. Wiedziałam jednak, że mówią o mnie. "She" to byłam ja. Głupi chichot i stwierdzenie - She is hot - nie pozostawiało wątpliwości, że świntuszą sobie na mój temat.
Rozzłościło mnie to.
- "She" isn't deaf - powiedziałam odwracając się nagle w ich kierunku.
Uciekli z kuchni w popłochu. Zawstydzeni. Zapamiętałam szczególnie jednego z nich, lidera grupy. Póżniej zawsze unikał mojego wzroku, gdy mijałam go gdzieś w przejściu. 
Po jakimś czasie trafiłam na inny kontrakt. Już nie musiałam sprzątać kibelków. Teraz zmywałam mopem powierzchnie drewniane i glazurowane lub odkurzałam wykładziny podłogowe - zależnie od przydziału. Sprzątałam po klientach kręgielni, wdeptujących fryty z ketchupem w glazurę i gumę do żucia w wykładziny. Rozlewających na parkiet, to czego już nie mogli wypić.  
Pracowała nas tu cała brygada, Polacy i Szkoci. Wreszcie była okazja, aby osłuchać się ze szkockim dialektem. Swoją znajomość angielskiego określałam jako bierną. Rozumiałam dużo i uczyłam się szybko. Co dzień podchwytywałam jakieś nowe zwroty, ale kiedy przychodziło do mówienia jakaś szuflada ze słówkami w moim mózgu zatrzaskiwała się z hukiem. 
Kluczem do mówienia było osłuchiwanie się z angielskim. Z internetu ściągałam angielskie audiobooki i słuchałam ich podczas pracy na empetrójce. Słuchałam wszystkiego, jak leci. Od kursu językowego Callana, przez "Sherlocka Holmesa", po "Hamleta" i "Romea i Julię".
Czy wyżymanie mopa podczas trzeciego aktu to profanacja? Oto jest pytanie.

Pytanie to dręczyło mnie coraz częściej. Przecież pacholęciem będąc wysłuchiwałam morałów o nauce, będącej kluczem do potęgi. Morały te w wersji dosadnej mówiły, że jak się nie będę uczyć to skończę marnie, a dokładnie przy miotle. Lub te żartobliwe, Laskowikowe: "Nie chciało się nosić teczki, trzeba dzwigać woreczki".
Biorąc sobie te wszystkie mądrości i głupoty zarazem do serca, zdobywałam wykształcenie w mozole, bo do szkoły miałam pod górkę.  
I na co mi to było? W Polsce wykonując zawód chwalebny zarabiałam niewiele więcej od sprzątaczek, które porządkowały moje biuro. Wyjechałam więc za chlebem po to, żeby sprzątać czyjeś biura?
Powiadają, że żadna praca nie hańbi, ale i nie każda praca napawa dumą. 
- Już czas. Czas zmienić pracę.