profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Mazgaję się.
25.04.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 15, 25.05.2010

Praca, dom - dom, praca. Wbiłam się w ten kierat dla zdrowotności (umysłowej). Powynajdywałam sobie oprócz tego zajęcia dodatkowe. Sobie i dzieciom. Głównie dzieciom, w zasadzie, ja robię tylko za szofera. Tak więc mamy lekcje gry na gitarze w środy, jazdę konną w czwartki  oraz polską szkołę i balet w soboty. Poza tym często w soboty, kiedy dzieciaki są w szkole to ja dyżuruję w naszym polskim stowarzyszeniu.  
W pozostałe dni, leniuchuję. Zabijam czas lekturą (co akurat nie jest takie złe) lub męczę ludzi wirtualnie swoją ciągłą obecnością na lokalnym forum dyskusyjnym. To wirtualne życie socjalne zaczyna mnie ostatnio przerażać. 
Najpierw myślałam, że najzwyczajniej uzależniam się od internetu. No cóż, samo w sobie nie jest to najgorsze z uzależnień. Poza stratą czasu, nie powoduje większych strat - moralnych czy finansowych, choć z pewnością cierpi na tym higiena mojego mieszkania.
Dopiero niedawno zaczęło do mnie docierać jak bardzo czuję się samotna. Zrozumiałam, czego tak naprawdę szukam w internecie. Rozmowy, kontaktu z drugim człowiekiem. Często irytowałam się kiedy na forum nic ciekawego się nie działo, lub kiedy ktoś jakieś smuty pisał. Robię na forum za błazna, rozśmieszam i wyśmiewam. Udaję kogoś, czy jestem sobą? Nie wiem, już sie w tym pogubiłam.
Jednak forum jest martwe w weekendy. 

Mam spore grono znajomych, ale straciłam z nimi kontakt. Nie wiem jak i kiedy, ale się pozmieniało. Na początku chyba trochę izolowałam się od nich, nie chcąc im się narzucać ze swoimi kłopotami. Bałam się, że ich zmęczę swoją ciągłą obecnością w ich życiu, więc na wszelki wypadek się wycofałam.
Wkrótce przestali mnie zresztą zapraszać, czego początkowo nie odczułam jakoś bardzo boleśnie. Po pewnym czasie jednak zaczęło docierać do mnie, że ja już tu nie pasuję. 
Czy koleżeństwo odrzuciło mnie, czy ja koleżeństwo? Nie wiem. Chyba nawet nic takiego nie zaszło. Taka jest po prostu kolej rzeczy - nie przystajesz do otoczenia to wypadasz z gry.
Dziś to do mnie dotarło.
Komórka rozdzwoniła mi się w pracy. Odebrałam. 
- Wybieramy się na drinka z dziewczynami i chciałybyśmy cię również zaprosić. W czwartek, wieczorem. Posiedzimy może do dziesiątej, nie dłużej.
Musiałam odmówić. Jako jedyna muszę rano iść do pracy. Jako jedyna nie mam z kim zostawić dzieci. 
Odstaję. Było to zaskakująco bolesne odkrycie.