profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Mój pierwszy raz.
22.07.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 7, 02.02.2010

Do Aberdeen po raz pierwszy zawitałam w listopadzie 2005 roku. Marcin był tu już od sierpnia. Tęskiłam. I on tęsknił.
Nie wyjeżdżał w ciemno. Była tu już nasza koleżanka, Agnieszka. Dużo pomogła. Załatwiła mieszkanie i pracę. Właściwie pracę pomógł znaleźć Ron, Szkot z którym zaprzyjaźniła sie Aga i który jest naszym przyjacielem do dziś.
Marcin nie wyjeżdżał z zamiarem zostania w Szkocji na stałe. Stracił pracę w Polsce, było ciężko. Brakowało pieniędzy na kredyt mieszkaniowy i życie. Ja miałam ciepłą posadkę w instytucji państwowej, gdzie po 10 latach dochrapałam się stanowiska kierowniczego, ale zarobki.... Wiadomo budżetówka. Na rachunki ledwie starczało.
Plan był prosty. Marcin przyjedzie tu na kilka miesięcy, zarobi dużo kasy, pospłacamy co jest do spłaty, a potem jakiś biznes. Zobaczy się. Damy radę.
Zatrudnił się u przewoźnika sieci ogólnokrajowej. Kierowcą autobusu miał być. Nie wszystko przebiegało jak z płatka. Rozpoczął trening, bezpłatny.  Prawo jazdy polskie, wysłane wraz z aplikacją o wymianę na prawko brytyjskie, zaginęło gdzieś w korespondencji i odnalazło się grubo po miesiącu.
Sprawy opóźniały się, zapasy gotówki, które Marcin zabrał ze sobą szczuplały, a tu jeść trzeba i za mieszkanie płacić. Za dwa mieszkania, bo za to w Polsce też. Marcin, za zgodą właściciela mieszkania, przyjął wpółlokatorów na pokoje. Trzeba było zejść z kosztów, to znalazł rodaków w potrzebie i zamieszkali razem. W końcu wszyscy Polacy to jedna rodzina, no nie? Trochę mnie to niepokoiło, bo same kobiety z nim mieszkały. No, ale wkońcu przecież mu ufałam. Zresztą Marcin uzasadniał, że kobiety po pierwsze sprzątaja po sobie, po drugie nie piją, a po trzecie świetnie gotują.
Zaufanie, zaufaniem, ale zawsze lepiej sprawdzić. Zwłaszcza, że Marcin zachwycony Szkocją zaczął przebąkiwać, że wracać nie chce. Mam przyjechać z dziećmi i zamieszkamy tu razem. 
Myśl o wyjeździe na stałe nie była mi wstrętną. Wręcz przeciwnie, czułam jakiś sentyment do tych zamczysk wzoszących się na wzgórzach porosłych wrzosami, opisywanych w romansidłach, którymi zaczytywałam sie za młodu. Angielskigo też uczyłam się od dawna, choć mi się w pracy do niczego nie przydawał. I dzieci uczyłam.To może nam się to wreszcie na coś przyda?
Przyleciałam na rekonesans. Dzieci zostały z babcią. To była wyprawa. Najpierw samochodem do Warszawy. Koledzy mnie wieźli i na złym terminalu mnie zostawili. Zorientowałam się w ostatniej chwili. Potem na Luton sześć godzin czekałam na samolot do Aberdeen. Jak wreszcie wylądowałam byłam tak wykończona, że Marcina czekajacego na mnie z kwiatkami nie poznałam. Schudł. Bidulek.
Ron zawiózł nas do mieszkania. W tym czasie na jednym z pokoi mieszkało chyba z pięć  dziewczyn z Łotwy. Pracowały w rybiarni, przez agencję. Agencja potrącała im z wypłaty za wynajem domu, ale właścicielowi nie płaciła. Pewnego wieczoru, po powrocie z pracy dziewczyny znalazły walizki na progu. Ron poprosił, czy by ich Marcin nie przygarnął na chwilę, zanim coś dla nich innego znajdzie. Ron tym się właśnie zajmuje - pomaga, nie tylko emigrantom.
Mieszkanie znajdowało się w dzielnicy portowej. Żadne luksusy. Po przekroczeniu progu udeżył mnie trudny do wytrzymania smród.
- To ciuchy "dziewczyn z fiszerni" - jak wyjaśnił mi Marcin.
Rzeczywiście wyprowadziły się jeszcze przed moim powrotem do domu, ale ten zapach po nich pozostał na dlugo. Całą zawartość walizki musiałam wyprać ponownie po powrocie do domu.
Kiedy Marcin wracał z treningu pomagałam mu robić tłumaczenia testów. Do południa współlokatorka Wiesia, jeśli akurat nie pracowała, zabierała mnie na miasto. Raz zabrała mnie na proszony obiad do Polki poznanej w Kościele. Ela 20 lat temu zakochała się w Angliku, rozwiodła się i przyjechała za nim do Szkocji. Wtedy, u niej, po raz pierwszy jadłam scotch broth.
Jednego dnia Ron obwióżł nas po parkach, króre urzekły mnie obfitością zieleni i tłumami korzystajacych z nich ludzi. W weekend, przed moim wyjazdem odbyło się polsko-szkockie party, na którym poznałam żonę Rona oraz właścicieli mieszkania. Zadziwił mnie luz i młodzieńczość tych, starszych bądź co bądź ludzi. Wódka i whisky lały się strumieniami, zagryzaliśmy ptasim mleczkiem, a Ron przygrywał na łyżeczkach w rytm szkockiej muzyki płynącej z CD.
Po tych kilku dniach u Marcina w Szkocji stwierdziłam:
- Mogłabym tu żyć.  

 

 

I nie chodziło tylko o urocze krajobrazy.