profil poczta Grupy, Spo┬│eczno┬Â├Ž forum galeria users blogi
Znajdujesz siŕ w Start arrow Blogi arrow Postanowi┬│am umrze├Ž
20.11.2017.




Dodane przez: femmefatale, Komentarzy: 1, 22.12.2013

Postanowi┬│am umrze├Ž. Po sze┬Âciu latach rozwa┬┐a├▒ wszelkich za i przeciw. Ostatecznie. Postanowi┬│am. Wzbijam si├¬.


a je┬Âli pod┬▒┬┐a├Ž b├¬d├¬ w dó┬│

w┬▒sk┬▒ ┬Âcie┬┐k┬▒

w stronê ob³êdu

 

nie zatrzymuj mnie

 

je┬Âli stacza├Ž si├¬ b├¬d├¬

z anturium czerwonym

we w┬│osach

upada├Ž w satynow┬▒ otch┬│a├▒

trumny

 

nie wo┬│aj mojego imienia


*


Siedzia┬│am przy ostatnim stoliku, w k┬▒cie, a on po prostu si├¬ przysiad┬│. Odsun┬▒┬│ na bok ozdobny, bia┬│y wazon z fio┬│kami, by g┬│├¬biej wnikn┬▒├Ž w moje oczy, wpatrzone w kieliszek z winem. Pow┬│óczy┬Âcie podnios┬│am wzrok.Przede mn┬▒ siedzia┬│ postawny m├¬┬┐czyzna, brunet, o niezwyk┬│ych, b┬│├¬kitnych oczach. Ubrany by┬│ na czarno, a w r├¬kach trzyma┬│ wysoki cylinder. Kiedy si├¬ poruszy┬│, otuli┬│ mnie mocny zapach perfum z nutk┬▒ pi┬┐ma. Poczu┬│am b┬│og┬▒ senno┬Â├Ž. Rozejrza┬│am si├¬ za moimi przyjació┬│mi, ale byli zaj├¬ci ta├▒cem. Nieznajomy przedstawi┬│ si├¬ jako Iluzjonista. Zacz├¬li┬Âmy rozmawia├Ž o wszystkim i o niczym, od rzeczy. Noc by┬│a pó┬╝na, ale ciep┬│a. Przystojny m├¬┬┐czyzna zaproponowa┬│ mi spacer. Moi towarzysze zaj├¬li si├¬ sob┬▒ i raczej nie mieli zamiaru po mnie wraca├Ž. Nie zastanawia┬│am si├¬ d┬│ugo. Wyszli┬Âmy.


Niebo by┬│o pochmurne. Ksi├¬┬┐yc wychyla┬│ si├¬ z a┬┐urowych koronek powietrza, rzucaj┬▒c blade ┬Âwiat┬│o na pop├¬kane p┬│yty chodnikowe. Drog├¬ obsypywa┬│y cienie, ta├▒cz┬▒ce na murach kamienic. Przy ┬Âwietle latarni wirowa┬│y ├Žmy. Ich walc zni┬┐a┬│ stopniowo swój lot, zamykaj┬▒c przestrze├▒ powietrza zduszonego tu┬┐ przed burz┬▒. Id┬▒c przez park, chwyci┬│am mojego towarzysza pod rami├¬. ┬Žwierszcze milk┬│y, sk┬│adaj┬▒c swoje skrzypce przed deszczem i chowaj┬▒c je do malutkich futera┬│ów, gdzie┬ w trawie. Teraz wiatr rozpoczyna┬│ swój koncert, gwi┬┐d┬┐┬▒c mi├¬dzy koronami drzew. Zrywa┬│ z chmur pierwsze burzowe krople. Przyspieszyli┬Âmy kroku.


Przemoczeni do suchej nitki wpadli┬Âmy do mojego mieszkania. Stali┬Âmy chwile, milcz┬▒c.

– Pójd├¬ ju┬┐…

– Tak – cho├Ž nie chcia┬│am, ┬┐eby szed┬│ – Czekaj, dam ci parasol.

Planowa┬│am si├¬ odwróci├Ž, by poszuka├Ž go w szafie, ale Iluzjonista impulsywnie opar┬│ mnie o ┬Âcian├¬ i niemal wciskaj┬▒c w ni┬▒, wdziera┬│ si├¬ w moje usta. Ca┬│owa┬│ nami├¬tnie, b┬│┬▒dz┬▒c d┬│o├▒mi w moich lokach, wysypuj┬▒cych si├¬ powoli z wysokiego upi├¬cia. Na zmian├¬ liza┬│ moje wargi i bada┬│ je palcami, jakby sprawdzaj┬▒c, czy s┬▒ realne. Kciukiem rozmaza┬│ moj┬▒ szmink├¬, star┬│ j┬▒. Czerwie├▒ sp┬│yn├¬┬│a k┬▒cikiem, opuszczaj┬▒c wi┬▒┬┐┬▒ce j┬▒ kontury. Ten poca┬│unek by┬│ jak ka┬│amarz, roztrzaskuj┬▒cy si├¬ na pod┬│odze: atrament rozla┬│ si├¬, p┬│yn┬▒c coraz dalej i dalej, i nic nie by┬│o w stanie zatrzyma├Ž go przed dotarciem do najskrytszych zakamarków duszy. Sukienka sp┬│yn├¬┬│a w dó┬│. M├¬┬┐czyzna niedbale i szybko rozpl┬▒tywa┬│ wi┬▒zania mojego gorsetu. Nie by┬│ delikatny, szarpa┬│ moim w┬▒t┬│ym cia┬│em przy ka┬┐dym poci┬▒gni├¬ciu wst┬▒┬┐ki. W ko├▒cu zdar┬│, uciskaj┬▒cy moje ┬┐ebra, skrawek materia┬│u i rzuci┬│ go w k┬▒t. Odpi├¬┬│am po├▒czochy, które zsun├¬┬│y si├¬ lekko, zatrzymuj┬▒c na wysoko┬Âci kolan. Chwil├¬ pó┬╝niej sta┬│am przed nim ca┬│kiem naga.


Rzuci┬│ mnie na ┬│ó┬┐ko. Ca┬│owa┬│ bardzo gwa┬│townie, ┬Âciskaj┬▒c moje piersi w niemal szale├▒czym rytmie. Podniecenie wzbiera┬│o we mnie, n├¬kaj┬▒c coraz to nowe strefy cia┬│a i umys┬│u. Iluzjonista roztacza┬│ wokó┬│ siebie aur├¬, która wymusza┬│a na mnie bezwzgl├¬dne pos┬│usze├▒stwo.

Jedn± poñczochê zawi±za³ mi na szyi, niczym olbrzymi± kokardê.

– Teraz b├¬dziesz moim kotem. – powiedzia┬│, zrzucaj┬▒c mnie na pod┬│og├¬. Sun├¬┬│am przez pokój na kolanach, urzekaj┬▒co wyginaj┬▒c grzbiet, wypinaj┬▒c si├¬ przed nim, wspina┬│am si├¬ d┬│o├▒mi po jego nagim ciele. Liza┬│am go, przesi┬▒kaj┬▒c ca┬│a jego smakiem. Kl├¬cza┬│am przed nim. Szpicruta, trzymana tu┬┐ nad moim karkiem, dr┬┐a┬│a w jego d┬│oni. Ok┬│ada┬│ ni┬▒ moje plecy raz za razem. W ko├▒cu podniós┬│ mnie i u┬│o┬┐y┬│ w po┬Âcieli. Wszed┬│ we mnie natarczywie. Uderza┬│ mocno i brutalnie, nie raz sprawiaj┬▒c mi ból. Ból tak rozkoszny, ┬┐e niemal wsi┬▒k┬│am w poduszki, wij┬▒c si├¬ pod nim. Niemal sp┬│yn├¬┬│am na pod┬│og├¬ wraz z ko┬│dr┬▒, ta├▒cz┬▒c┬▒ pod nami. Odchylaj┬▒c g┬│ow├¬ mocno w ty┬│, chcia┬│am by mia┬│ mnie ca┬│┬▒, a on znów zatapia┬│ j├¬zyk w moich ustach, zaciskaj┬▒c d┬│onie na mojej szyi. Powietrze wydawa┬│o si├¬ tak odleg┬│e. Przestrze├▒ sypialni by┬│a jakby zupe┬│nie wype┬│niona zapachem jego perfum, potu i czego┬ jeszcze… Jakby krwi, s┬│odkiej, lekko metalicznej. Jeszcze nie… Cho├Ž drapa┬│am go do krwi, jego plecy ocieka┬│y czerwieni┬▒. Zwolni┬│ u┬Âcisk, ale ja chcia┬│am jeszcze. Ta blisko┬Â├Ž utraty ┬Âwiadomo┬Âci dawa┬│a mi rozkosz. Brak powietrza zabiera┬│ równowag├¬, wszystko wirowa┬│o.


Kl├¬cza┬│am na pod┬│odze z nadgarstkami przywi┬▒zanymi starannie do sto┬│u, który sta┬│ za mn┬▒. To iluzja:  ┬Âwiece zgas┬│y, a ┬Âwiat traci┬│ swe barwy i odcienie. Tylko czer├▒. Czer├▒ i ból rozmieszane w standardowych proporcjach. Czer├▒ i krew, sp┬│ywaj┬▒ca po policzkach. Zielone t├¬czówki wylewaj┬▒ce si├¬ z oczodo┬│ów pod naciskiem srebrnego szpikulca w jego d┬│oni. Drug┬▒ przytrzymywa┬│ moj┬▒ brod├¬. Czu┬│am jak patrzy┬│ na mnie. Jego wzrok by┬│ jak promie├▒ s┬│o├▒ca – ciep┬│y, przewiercaj┬▒cy si├¬ do wn├¬trza. Ciep┬│y, jak czerwie├▒ na mojej twarzy, sp┬│ywaj┬▒cy wraz z ni┬▒ w dó┬│, kapi┬▒cy na piersi. Ciep┬│y, jak policzek, wymierzony mi zaraz potem. Zwiesi┬│am g┬│ow├¬. Uniós┬│ j┬▒ na nowo, g┬│askaj┬▒c moje w┬│osy. A ja wci┬▒┬┐ chcia┬│am wi├¬cej jego uzale┬┐niaj┬▒cych pieszczot. Uzale┬┐niaj┬▒cego, powolnego zabijania mnie, gdy wype┬│nia┬│ moje usta, t┬│umi┬▒c j├¬ki, wpychaj┬▒c si├¬ niemal si┬│┬▒, rozrywa┬│ delikatne p┬│atki warg. Da┬│ mi chwil├¬, lecz wróci┬│ za moment z ci├¬┬┐kim pasem od spodni. Ch┬│osta┬│ mnie nim od ┬┐eber, a┬┐ po obojczyki. Uderzone miejsca natychmiast podbiega┬│y krwi┬▒, tworz┬▒c ciep┬│e, ró┬┐owe paski na mojej skórze. Wycinane pó┬╝niej zimnym ostrzem w a┬┐urowe wzory, linie, co┬ jakby s┬│owa, jakby zakl├¬cia, runy, b┬│yszcz┬▒ce jasnym ┬Âwiat┬│em czerwieni, krople, wydostaj┬▒ce si├¬ powoli na powierzchni├¬. Spazmy bólu szarpa┬│y moim cia┬│em, niczym wyg┬│odnia┬│e kruki, wbijaj┬▒c swoje dzioby g┬│├¬boko pod skór├¬, wyrywaj┬▒c kawa┬│ki mi├¬sa z niedosz┬│ej jeszcze padliny. Jednak mój kochanek nie przestawa┬│ mnie rani├Ž. W pewnym momencie dotkn┬▒┬│ lekko mojego policzka, unosz┬▒c twarz w swoj┬▒ stron├¬.

– Otwórz usta – szepn┬▒┬│, k┬│ad┬▒c mi w ustach ch┬│odne ostrze, brudne w lepkiej posoce. – Li┬┐ go – mówi┬│, ci┬▒gn┬▒c no┬┐em po moim j├¬zyku. Kaleczy┬│ go i spija┬│ t┬▒ krew w kolejnych, nami├¬tnych poca┬│unkach. Po┬│yka┬│ j┬▒ ┬│apczywie, upuszczaj┬▒c narz├¬dzie na ziemi├¬, po czym rozwi┬▒za┬│ mi r├¬ce. Rzuci┬│ si├¬ na mnie, wciskaj┬▒c si├¬ mocno do ┬Ârodka, zmuszaj┬▒c mnie do krzyku, przygniata┬│ moje po┬Âladki do szorstkich desek. Trzyma┬│ pod sob┬▒ wij┬▒ce si├¬, krwawi┬▒ce cia┬│o. W kilku szybkich ruchach sko├▒czy┬│, wype┬│niaj┬▒c mnie po brzegi i odszed┬│ bez s┬│owa, zostawiaj┬▒c na pod┬│odze. Le┬┐a┬│am, widz┬▒c jedynie czer├▒, która poch┬│ania┬│a wszystko wokó┬│. Wyci┬▒gn├¬┬│am r├¬ce w gór├¬, przed siebie, zaciskaj┬▒c palce w ciep┬│ym futrze tej ciemno┬Âci, chc┬▒c si├¬ czego┬ chwyci├Ž, znale┬╝├Ž jaki┬ punkt, który pomóg┬│by mi odgadn┬▒├Ž miejsce po┬│o┬┐enia. Na pró┬┐no.


Nagle poczu┬│am na sobie g┬│adkie d┬│onie Iluzjonisty. M├¬┬┐czyzna wzi┬▒┬│ mnie na r├¬ce, by po chwili u┬│o┬┐y├Ž moje obola┬│e cia┬│o na dnie dra┬┐ni┬▒co lodowatej wanny. Zimna woda kapa┬│a coraz mocniej na moje stopy, p┬│yn├¬┬│a po nich, przykrywaj┬▒c mnie coraz szczelniej i g┬│├¬biej, daj┬▒c ulg├¬. Iluzjonista masowa┬│ mi ramiona. Muska┬│ delikatnie dr┬┐┬▒ce obojczyki, ca┬│uj┬▒c kark. Dotykiem sp┬│ywa┬│ coraz ni┬┐ej i ni┬┐ej, od ramion w dó┬│, przez ┬│okcie, a┬┐ do nadgarstków, um├¬czonych po silnych, wi┬▒┬┐┬▒cych je linach. Przez chwil├¬ dok┬│adnie bada┬│ palcami moje ┬┐y┬│y, naciskaj┬▒c je ostro┬┐nie, po czym czystym ci├¬ciem, prostopad┬│ym do wn├¬trza d┬│oni, kolejno przerwa┬│ ich ci┬▒g┬│o┬Â├Ž. Podda┬│am mu si├¬. ┬Žwiadomo┬Â├Ž ulatywa┬│a ze mnie, wycieka┬│a wraz z bólem i krwi┬▒ zabarwiaj┬▒c┬▒ ch┬│odn┬▒ wod├¬ na brudny, rdzawy kolor, coraz bardziej intensywny.


┬Žmier├Ž mia┬│a zapach d┬│awi┬▒cych, m├¬skich perfum, na bazie pi┬┐ma. Tylko czer├▒ i ból, opadaj┬▒ce powoli jak p┬│atki palonej w ogniu ró┬┐y. Zimno i trzask drzwi. Powolne wirowanie w ta├▒cu, falbany sukni, przylegaj┬▒ce lekko do nagiego cia┬│a, uciskaj┬▒ce je fiszbiny. Jeszcze tylko… Ach, Kochany… By┬│e┬ najlepszy. Najlepszy! Jeszcze tylko… Zimno i dr┬┐enie powietrza. Kto┬ tu by┬│ i wyszed┬│. Kto┬Â…


Kto┬Â… Ja sama.