profil poczta Grupy, Spo┬│eczno┬Â├Ž forum galeria users blogi
Znajdujesz siŕ w Start arrow Blogi arrow Przepraszam, czy mog├¬ uciec z domu?
20.11.2017.




Dodane przez: femmefatale, Komentarzy: 0, 23.04.2013

Wiesz, czasem mówi┬▒ mi takie okropne rzeczy. O tobie, o nas. Powiedzmy, ┬┐e tasuje i przek┬│adam dni, jak ┬┐ycie swoje. Powiedzmy, ┬┐e odkrywam pierwsz┬▒ kart├¬: Wisielec – to niewola, w której si├¬ znalaz┬│am. Nazywa si├¬ ona domem, opiek┬▒ i trosk┬▒, rzadziej mi┬│o┬Âci┬▒, cho├Ž nie u┬Âwiadczysz z ich ust tego s┬│owa. Moja niewola ma na imi├¬ bezpiecze├▒stwo. Powinna budzi├Ž we mnie wdzi├¬czno┬Â├Ž. Tkn┬▒├Ž wreszcie jakie┬ u┬Âpione pok┬│ady podzi├¬kowa├▒, gdzie┬ g┬│├¬boko, g┬│├¬boko. Jest pi├¬kna, szlachetna wr├¬cz. Z┬│ot┬▒ klatk├¬ zamyka poczucie odpowiedzialno┬Âci za b┬│├¬dy, których nie wolno mi pope┬│ni├Ž. A kluczyk? Kluczyk ┬Âpi na dnie jeziora, które od dawna pokrywa lód. Na jego tafli ganiaj┬▒ si├¬ kaczki. Spójrz, dwa ┬│ab├¬dzie zosta┬│y. Skrzyd┬│o zlewa si├¬ ze ┬Âniegiem, jak niechlujne poci┬▒gni├¬cie p├¬dzla, tak od niechcenia. Lubi├¬ malowa├Ž, wiesz? To mój obraz. Posta├Ž pod ostatnim drzewem ma zwieszona g┬│ow├¬ – to ja. Ten sznurek na którym si├¬ hu┬Âtam to nadzieja, pok┬│adana na moich barkach, ta której nie umiem sprosta├Ž. Pierwsza karta: Wisielec – zawis┬│am w martwym punkcie, na rozstaju. Nie mo┬┐na st┬▒d wróci├Ž.

 

Na rozstaju dróg stoj┬▒ dwa kar┬│y, obydwa k┬│ami┬▒. „B├¬dziesz ┬┐y├Ž” – mówi┬▒. „B├¬dziesz wegetowa├Ž” – poprawiaj┬▒ si├¬. Po prawo umr├¬, to pewne. ┬Žmier├Ž – karta zmian, tych bolesnych, ze ┬│zami. Lubi├¬ p┬│aka├Ž. Kropelki uciekaj┬▒ z k┬▒cików, tocz┬▒ si├¬ powolutku i  zbieraj┬▒c grudki makija┬┐u maluj┬▒ mini roz┬│o┬┐yste smugi, jakby cienie ga┬│├¬zi lub rzeki zmieniaj┬▒ce swe koryta. Niektóre przypominaj┬▒ potoki p├¬dz┬▒ce w dolinach zmarszczek mimicznych, tworz┬▒ce wodospady na brodzie   – kroplospady. Inne wsi┬▒kaj┬▒ w piaski k┬▒cików ust, wyd├¬tych w niezadowoleniu i dr┬┐┬▒cych. Maj┬▒cych niebawem wybuchn┬▒├Ž nieokie┬│znanym szlochem. A szloch bywa dobry, gdy jak wulkan daje upust tym wszystkim zmianom, ma┬│ym ┬Âmierciom, tym bolesnym. Po prostu zalewa je law┬▒ na moment, a pó┬╝niej stygn┬▒.

 

Po lewo wyj┬Âcie z klatki – k┬│amstwo. Bo tylko dno mog┬│aby si├¬ oderwa├Ž ewentualnie, ale klatk├¬ zawsze mo┬┐na zmieni├Ž na wi├¬ksz┬▒. Klatka zawsze b├¬dzie klatk┬▒. Kanarek dusi si├¬ i umiera. A ┬┐al b├¬dzie wi├¬kszy gdy umrze, czy kiedy ucieknie?


Nie mów do mnie tym imieniem. Mogliby pomy┬Âle├Ž, ┬┐e jestem kanarkiem. Mów mi:” ┬úab├¬dziu”. Mów mi: „Pi├¬kny mamy dzi┬ ksi├¬┬┐yc, ┬úab├¬dziu. Czy aby na pewno nie jest zrobiony ze szk┬│a?”. Ksi├¬┬┐yc jest lustrem, które odbija wszystkie dni i miesi┬▒ce. Nas tak┬┐e, jak wielka szklana kula, która mog┬│aby rozbi├Ž si├¬ o ziemi├¬. Na ile lat nieszcz├¬┬Âcia? Lepiej uwa┬┐aj z tym lustrem. Szcz├¬┬Âcie potrzebne od zaraz! Prosimy dzwoni├Ž w godzinach 25 – 27. Telefon podany poni┬┐ej.


Trójka Mieczy jest smutkiem. Tego smutku nie zabijesz p├¬kiem przebi┬Âniegów. Czy mo┬┐na wachlarzem odgoni├Ž chmury, Iluzjonisto? Delikatnie tak i lekko. To najprostsza linia obrony przed ciemno┬Âci┬▒, w której mnie zamkn├¬li. Ten smutek nie ma twarzy, wiruje wokó┬│ jak tancerz niemego baletu. Zatacza senne kr├¬gi tu┬┐ nad naszymi g┬│owami. Cie├▒ jego jak parasol a┬┐urowy. To iluzja?

 

Za┬│ó┬┐my, ┬┐e ┬Âni├¬. W snach zegary zawsze pó┬╝ni┬▒ si├¬ lub spiesz┬▒. ┬»yj┬▒ w┬│asnym ┬┐yciem, a wskazówki kr├¬c┬▒ si├¬ jak na karuzeli. Kiedy umierasz, tak naprawd├¬ budzisz si├¬ z krzykiem i potrzebujesz ko┬│ysanki: ko┬│ysz┬▒cej si├¬ w ┬┐y┬│ach kropelki serotoniny.


„Z popielnika na Wojtusia

iskiereczka mruga.

Chod¼ opowiem ci bajeczkê,

bajka bêdzie d³uga.

By┬│a sobie raz królewna…”


Królewna zbyt uprzejma, je┬┐eli tylko da si├¬ by├Ž zbyt uprzejmym. Zbiera┬│a fili┬┐anki, nape┬│nia┬│a je czasem i s┬│owami – tak powstaj┬▒ wiersze. Pó┬╝niej brz├¬cz┬▒ echem w porcelanie. Czwarta karta to Kochankowie: decyzja g┬│osu serca. A królewna zrzuca ┬┐ó┬│ty p┬│aszcz (jeszcze kto┬ móg┬│by pomy┬Âle├Ž, i┬┐ jest kanarkiem). Wchodzi do komnaty cichutko i nie┬Âmia┬│o. „Przepraszam, czy mog├¬ uciec z zamku?”. Herezja ta pi├¬kna, postawa zanadto romantyczna znów zostaje wy┬Âmiana. Ksi├¬┬┐niczka p┬│onie w swoim ┬┐ó┬│tym p┬│aszczu. A nieba przecie┬┐ nie ma. W niebie zegarki chodz┬▒ do ty┬│u – nieba nie ma.


Kochankowie to mi┬│o┬Â├Ž. A któ┬┐ op┬│acze moj┬▒? Któ┬┐ z┬│o┬┐y jej zw┬│oki w trumnie z porcelany? Kto zamknie w szkatu┬│ce moje blade truch┬│o? Wtedy ju┬┐ nic nie b├¬dzie mia┬│o znaczenia. Cho├Ž teraz tak┬┐e ma niewielkie. Proch ┬┐ó┬│tego p┬│aszcza rozsypie si├¬ i rozniesie pod butami. Jedyny p┬│omie├▒ na marmurowej p┬│ycie to iluzja. Teraz widz├¬, ┬┐e nie powinnam by┬│a zabiera├Ž twoich oczu. Nie powinnam rozkochiwa├Ž ich w sobie. Nie powiniene┬ mi pozwoli├Ž. G┬│upiec.


Pi┬▒ta karta to G┬│upiec. ┬Žmieje si├¬, stoi na g┬│owie – odwrócony: to chaos. A ksi├¬┬┐yc upada, rozbija tafl├¬ lodu, tonie w od┬│amkach szkie┬│ i luster roztrzaskanych. Klucz wyp┬│ywa, lecz ginie zaraz, po┬│kni├¬ty przez ┬│ab├¬dzia. ┬Žwiat si├¬ rozpada, klatka si├¬ kurczy. Decyzja mnie mia┬┐d┬┐y, rozbija na dwie po┬│ówki, gdzie┬ wewn┬▒trz. Po┬│ówka przedsionków i po┬│ówka komór. Nierównomierne i ┬Âliskie wn├¬trzno┬Âci wypadaj┬▒ mi z r┬▒k na bia┬│e pióra. Wysypuje si├¬ idealizm, zamkni├¬ty w pigu┬│kach bez recepty – moje placebo. Wisielec z p┬│on┬▒cego obrazu hu┬Âta si├¬ na wietrze. Prochy królewny wpad┬│y mi w oczy, a ┬│zy to atrament z pot┬│uczonych fili┬┐anek. Zalewaj┬▒ mi twarz sangwinowym szkicem i nie ma ju┬┐ nic. Niebo jest czerwone – nieba nie ma. Iluzjonisto! Wiatr zrzuca karty pod stó┬│…


Pod odwrócon┬▒ koron┬▒ przebudzenie w Czwórce Mieczy. I wtedy umieram. Potrzebuje kawy. Kanarek zaczyna swoje arie zbyt wcze┬Ânie. Zawsze. Nawet przy spiesz┬▒cym si├¬ zegarku.