profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Jeszcze trochę wytrzymaj kotku...
25.04.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 4, 22.02.2010

Wiedzieliśmy, że następnym razem przyjadę już z dzećmi. Na stałe. Nie ustaliliśmy jeszcze daty. Marcin musiał się najpierw urządzić. Zacząć zarabiać i znaleźć mieszkanie dla nas. Takie pomieszkiwanie "na kupie" jest dobre dla singla, który w zasadzie potrzebuje tylko łóżka, w którym się wyśpi po pracy. Dla rodziny z dwójką dzieci taka opcja była nie do przyjęcia.

W tydzień po moim wyjeździe Marcin zdał egzamin teoretyczny. Jazda też szła mu dobrze. Instruktor nie mógł uwierzyć, że nigdy wcześniej nie prowadził autobusu, ani nie jeździł po lewej stronie jezdni. Na egzamin praktyczny stawił się przekonany, że uprawnienia na prowadzenie autobusu ma już w kieszeni. Instruktor przywitał go z uśmiechem - Fit like ma loon? - i przystąpił do wypełniania formularzy.
- To jak długo jesteś już w Szkocji?
- Trzy miesiące.
- Ile???
- No trzy miesiące - Marcin wyciągnął przed siebie 3 palce, dla zobrazowania odpowiedzi. Ten angielski to nie taki prosty język do komunikowania się. Usta źle złożysz i już zamiast three wyjdzie tree i patrzą na ciebie jak na głupka.
- I zdałeś już egzamin teoretyczny?
- Ano zdałem. Jakiś problem?
- Jest problem. Bo widzisz chłopaku, ciebie tu, u mnie, wogóle nie powinno być. Musisz być w UK minimum sześć miesięcy, aby móc zdawać egzamin na kierowcę autobusu. - tu wskazał Marcinowi drobnym druczkiem spisane przepisy na dole formularza. Ciekawe, że nikt w HR jakoś wcześniej na to nie wpadł.

No i tu się sprawy trochę skomplikowały. No bo co teraz? Pracy nie ma. Trzy miesiące zmarnowane i kasy jakby brak. Za co żyć przez te kolejne trzy miesiące?
Ron znów przyszedł na ratunek. Zatrudnili Marcina w warsztacie. Zanim będzie mógł prowadzić autobusy, będzie je musiał przez jakiś czas sprzątać.
- Nie jest źle - zapewniał Marcin przez telefon. - Praca nie jest ciężka, tylko cholernie zimno! Chłopaki fajne Szkoty, pogadać przy robocie można i pośmiać się. Tylko jak na lunch'u między sobą zaczynają rozmawiać to ja nos w gazetę chowam, bo nic, a nic nie rozumiem o czym oni rozmawiają. Za to Ron śmieje się ze mnie, że przeklinam wyborowo, po szkocku.

Innym razem opowiadał:
- Wiesz kupiłem sobie kawę mieloną w sklepie i zabrałem do pracy. Na tea time sparzyłem ją sobie po turecku, jak u nas w domu. Wiesz jak oni tu piją kawę. Tak jak ci wtedy podawałem, jak u mnie byłaś. Rozpuszczalna i najpierw trochę mleka, a dopiero potem wrzątek.
-  Tak, pamietam. Teraz tylko taką piję. Zasmakowalo mi.
- Jak ja sobie tę kawę "sypaną" zrobiłem i zapach się roznióśł po kantynie, to się chłopaki zlecieli i wszystkim musiałem taką robić. Dziś znalazłem puste opakowanie. Tak im wszystkim zasmakowało.

Te rozmowy telefoniczne musiały nam wystarczyć. Marcin zwykle w weekendy dzwonił i gadaliśmy przez godzinę, bo taką promocję miał operator komórkowy. 
- Lubią tu, nas Polaków za to, że skopaliśmy tyłki Angolom na Wembley w 1973, ale tak naprawdę to nie mają pojęcia gdzie jest ta Polska. Myślą, że my, Słowacy, Rosjanie, Litwini i Łotysze wszyscy należymy do tego samego kraju ze stolicą w Moskwie, albo w Pradze.

Często odwiedzam Rona w biurze. Pomagam mu się dogadywać z Polakami, którym on stara sie pomóc. Wyobrażasz sobie, ile ludzi przyjeżdza tu bez choćby podstawowej znajomości języka? Poznałem paru fajnych ludzi.
Najlepszy jest Słowak. Przyjechał tu w 2004. Najpierw nauczył się polskiego, a dopiero później zaczął uczyć się angielskiego. Ma dziewczynę Polkę. Zaprosili mnie na Wigilię. Pójdę, przynajmniej nie będę sam.

Smutne były te święta bez Marcina. Czekałam na telefon. Złożyliśmy sobie życzenia. Ja byłam na Wigilii u teściów.
- Zadzwonię jutro.
- Zadzwoń!
Zadzwonił nareszcie.
- Jak ci się udała Wigilia na obczyźnie?
- Nie było źle. Zaproszeni goście pochodzili z różnych regionów Polski. Po raz pierwszy jadłem groch z kapustą i kutię. Ze Słowakami pokłóciliśmy się o Janosika ;) - Nasz ci on! - mówią. Właściwie to chyba ich, ale twardo stałem przy swoim. Odpuściłem dopiero jak mnie chcieli wieszać za poślednie ziobro.
- Tęsknię. Tęsknimy tu za tobą.
- I ja za wami też. Uściskaj dzieciaki. Już niedługo....