profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Utwór nr 8
22.07.2017.



blogger » Salon
www » edinburgh.com.pl/blog/Salon

Blog Interaktywnego Salonu Piszących w Szkocji

Zapraszamy do wspólnej zabawy w kreatywne pisanie! Naszym pierwszym projektem była internetowa powieść w odcinkach; informacje o kolejnych projektach znajdziecie na blogu. Chętnych do pisania prosimy o kontakt z Łakomą.


Dodane przez: Salon, Komentarzy: 3, 12.04.2013
       
        Świat możliwy


        Zastanawiam się czasem co by się stało, gdyby Teresa nie spotkała Tomasza. Gdyby w ogóle nie miała szans go spotkać, gdyby urodziła się zupełnie gdzie indziej.

        Wyobrażam sobie wtedy, że przyszłaby na świat w małej czechosłowackiej wiosce. Mieszkałaby wówczas z matką w szarym, obskurnym parterowym domku wyglądającym jakby w każdej chwili mógł się zawalić, albo w jednym z mieszkań w bloku w kształcie pudełka zapałek, rozrzuconych  tu i ówdzie na użytek pracowników kolektywnego gospodarstwa.  Teresa i jej matka byłyby na siebie skazane, bo w małej czechosłowackiej wiosce nie byłoby dokąd uciec. Matka nie miałaby koleżanek, z którymi mogłaby godzinami głupio rechotać, nie byłoby też hotelu, w którym Teresa mogłaby pracować.

        W ogóle Teresa z wioski nie byłaby tą samą Teresą, co Teresa z miasteczka pod Pragą. Byłaby jeszcze większym dziwolągiem, jeszcze bardziej odstawałaby od wioskowego społeczeństwa. Nie mogłaby dołączyć do tajnego bractwa czytelników, bo w okolicy nie byłoby dostatecznej ilości książek, zajadałaby więc swoje problemy. Jej ciało sprawiałoby jej wówczas jeszcze więcej nieprzyjemności – byłoby nie tylko opakowaniem tłamszącym duszę, ale do tego opakowaniem nieestetycznym. Miałaby może psa, ale nie byłby to Karenin, bo nigdy nie przeczytałaby przecież „Anny Kareniny”.

        Nie pasałaby krów z wyboru, a ze smutnej konieczności. Mimo wszystko lubiłaby bardzo to zajęcie, stanowiące dla niej ucieczkę od naśmiewających się z niej wieśniaków i wiecznie niezadowolonej matki. Czasami – z wiekiem coraz częściej – ubierałaby się ładnie przed wyjściem na pastwisko. Jej duże ciało wyglądałoby jednocześnie smutno i komicznie wciśnięte w ubrania, które do niego nie należały, które mówiły jak gdyby „jesteśmy to tylko przypadkiem, nie wiemy czym jest to, co pod nami, zazwyczaj odziewamy damy!”. Zakładałaby też małe kolczyki i sznur sztucznych pereł (jedyną biżuterię, jaka została w domu, a to i tak przez niedopatrzenie matki).

        W takie dni zabierałaby też ze sobą tranzystorowe radio, pierwsze w całej wiosce, nowy nabytek i chlubę matki (muzyka byłaby jedyną nicią wiążącą Teresę rzeczywistą z Teresą potencjalną). W takie dni właśnie Teresa kładłaby się na łące, starając się ułożyć tak, żeby nie patrzeć na krowy, szukała skrupulatnie stacji radiowej nadającej delikatne i słodkie melodie. Następnie, starając się nie myśleć za dużo i nie słuchać przytłumionych odgłosów dochodzących z wioski, pozwalałaby sobie po prostu tęsknić. Nie wiedziałaby, że tęskni za Tomaszem i że to przytłacza ją nieskończony ciężar nieznośnej lekkości jej bytu.