profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Wodzu
25.04.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 16, 08.04.2010

Marcinem nie targały, dręczące mnie, wątpliwości. On nie musiał nikomu nic udowadniać. Sobie też. Był zadowolony z pracy, z pieniędzy i świętego spokoju.
Ostatnie wypadki, poprzedzajace decyzję o wyjeździe z Polski, a potem ciężkie początki na obczyźnie, mocno nadszarpnęły jego nerwy. Teraz w pracy odpoczywał psychicznie.
Swoją brygadę cleaner'ow stworzył od podstaw. Stanowili oni ciekawy przekrój osobowości. Pracowali razem, ale również dobrze się bawili. Niektórzy z nich sprzątają ten budynek do dziś, inni odeszli.

Mirek. Mąż Agnieszki, kumpel Marcina jeszcze z podstawówki. Zdecydował się wreszcie zostawić dom i dobrą pracę w Polsce, aby z synem dołączyć do Agi, która już nie chciała wracać do kraju. Nie znał angielskiego, więc nie szukal innej pracy. Zaraz po przyjeździe dołączył do zespołu sprzątaczy. Nauka angielskiego przychodziła mu dość łatwo. Ma smykałkę do języków obcych. Lata temu pracował sezonwo w Niemczech i trochę "szprecha". 
Objął supervizorstwo po Marcinie. Marzył jednak o pracy, która pozwoliłaby wyjąć z szuflady dyplom technika chemika. Wreszcie dostał upragnioną pracę w oczyszczalni ścieków, gdzie spełnia się zawodowo i pnie się po szczeblach kariery z imponującą prędkością.
Wszystkich zaprzyjaźnionych Szkotów zabiera na wycieczki do Polski. Chce im pokazać jaki piękny to kraj, za którym wciąż jednak tęskni. Koszulki z orłem w koronie z dumą obnasza nie tylko na meczach, a jego komórka dzwoni hymnem narodowym.

Wojtek. Przyjechał na rok, może dwa, aby zarobić na nową ciężarówkę. W kraju prowadził firmę transportową. Robota była, tylko samochód wciąż się psuł, więc przyjechał po kapitał na nowy ciągnik. Pracował ciężko, po siedem dni w tygodniu. Zarobione pieniądze słał do domu, gdzie została żona i dwie córki.
Dwa lata prędko minęły. Wojtek wciąż śle pieniądze do domu, ale o ciężarówce już chyba nie marzy. Żona rok temu straciła pracę, ale wciąż nie chce słyszeć o wyjeździe do Szkocji. Nie zna języka i nie chce sprzątać. 
Pół roku temu Wojtek pojechał na urlop do domu. Młodsza córka miała jakieś problemy ze zdrowiem. Zdecydował, że nie wróci już do Szkocji. Wysłał maila z wypowiedzeniem. Po tygodniu stawił się w biurze z pudełkiem polskich czekoladek, prosząc szefostwo o przyjęcie go z powrotem do pracy, na poprzednie stanowisko. Tydzień intensywnych poszukiwań pracy w Polsce zakończył się fiaskiem. Praca, owszem była, ale wynagrodzenia były szokująco niskie. Nie utrzyma rodziny pracując w kraju.
- Jeszcze tylko do Gwiazdki - powtarza Wojtek, od czterech lat. 

Jurgita pochodzi z Litwy. Ukończyła genetykę na uniwersytecie moskiewskim. Z pensji nauczycielskiej nie była w stanie utrzymać wybudowanego domu, córki i męża alkoholika. Przyjechała więc do Szkocji. Pracowała na dwa etaty. Rano w sklepie, a wieczorami sprzątała z Polakami w biurowcu.
Litewski wbrew oczekiwaniom, nie jest wcale podobny do języka polskiego, ani nawet rosyjskiego. Stosunki koleżeńskie umacniają się więc za pomocą zadziwiającej mieszanki rosyjsko-angielskiego. 
Teraz Jurgita już tak dużo nie pracuje. Zapisała się na college, na język angielski. Chciałaby podjąć pracę w zawodzie. Wysyła podania do szkół. Może zatrudnią ją jako class assistant. Córka przyjeżdża w każde wakacje zarobić sprzątaniem na studia. 

Sławek. Najmłodszy z całej ekipy. Przyjechał do Szkocji, do matki, zaraz po maturze. Nie chciał się uczyć. Poszedł do pracy zarabiać kasiorę. Młody- gniewny. Wniósł do brygady trochę młodzieńczego wigoru i kilka zwrotów z młodzieżowego slangu, które padły tam na podatny grunt.
To za jego sprawą  Marcin dostał przydomek Wodzu. Sam Sławek przemianowany został na Człenia, co w jego języku oznaczało człowieka. Człeniu zawsze był w posiadaniu co najmniej dwóch telefonów komórkowych najnowszej generacji, które zresztą nagminnie gubił lub uszkadzał podczas weendowych libacji. Mnie osobiście bardzo bawił zwrot, którym Człeniu ubarwiał każde zdanie. Otóż każde zdanie Człeniowe kończyło się "...proszę ja ciebie", co może samo w sobie nie byłoby tak niezwykłe, gdyby nie fakt, że zwrot ten był zwykle poprzedzony piękną wiązanką soczystych przekleństw.  Człeniu wciąż mieszka z Mamuśką. Z Polski przywiózł dziewczynę i odzyskane prawo jazdy. Dostał własny budynek, gdzie "vizoruje". Czasami ma tego wszystkiego dość i szuka czegoś lepszego, ale o podnoszeniu kwalifikacji wciąż nie myśli.

Laura. Tak szczupła, że prawie przezroczysta. Podejrzewaliśmy ją wszyscy o anoreksję. Bardzo miła dziewczyna tylko strasznie niezaradna życiowo. Wszystkie decyzje podejmował za Laurę jej chłopak. Grześ, młodszy od Laurki o pięć lat miał wielkie poczucie własnej wartości. W miesiąc po przyjeździe do Szkocji porzucił uwłaczającą jego godności osobistej posadę pomywacza i przez kilka miesięcy pozostwał na utrzymaniu Laurki
Laury nie sposób było nie lubić, wzbudzała we wszystkich instynkty opiekuńcze.  Ponadto pomimo burzy czarnych loków na głowie Laura była przysłowiową "blondynką" i mieliśmy z nią tysiąc pociech. 
Najzabawniejsza jest historia o Laurce, odkurzaczu i windzie. Pewnego dnia Laura zapomniała zwinąć kabel od odkurzacza, zanim  weszła z nim do windy. Drzwi windy oczywiście zatrzasnęły się pozostwiając wtyczkę kabla na korytarzu, a Laura zjechała w dół z odkurzaczem, który nagle zaczął "fruwać" pod sufitem windy. Kabel wkońcu pękł i odkurzacz spadł, za to Laura doznała wstrząsu. Odnalazła Marcina na którymś z pięter i przeklinając jak szewc, czego nigdy nie robiła, oznajmiła: "Odkurzacz mi windę wpier..lił!"
Chwilę zajęło ustalenie tego, co zaszło. Długo potem jeszcze żartowano sobie, co by to było, gdyby Laura zamiast Henry'ego używała back-pack'a. Pewnie by fruwała pod sufitem windy uczepiona do tego plecaczka. Na szczęście, był on dla niej zbyt ciężki, więc chodziła z uśmiechnietym Henry'm. 
Laura wróciła do Polski w szóstym miesiącu ciąży. Uznała, że Grzesiek nie dorósł jeszcze do roli ojca. Mają ślicznego synka. Wciąż się przyjaźnią. 

Takich portretów można by nakreślić więcej. Sporo cleaner'ów przewinęło się przez biurowiec. Zdarzali się leserzy, którzy potrafili zmyć siedem pięter schodów za jednym zamoczeniem mopa, hołdujący zasadzie "czy się stoi, czy się leży...". Poeci mający na swoim koncie publikację swych wierszy, ścierający kurz z biurek z pietyzmem równym splataniu rymów. Zagubione duszyczki, wciąż poszukujace swego miejsca na ziemi, nie potrafiąc zadecydować, czy lepiej czują się uczepione spadochronu, przyodziane w mnisi habit, czy może jednak w szkocki kilt.