profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Chodź, pomaluj mi życie....
29.05.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy życie głaszcze nas pod włos, trzeba umieć odwócić kota ogonem, aby wyjść na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 3, 01.03.2010

Nastał okres przygotowań. Z obu stron. Ja likwidowałam gniazdko w Polsce, Marcin wił nowe w Szkocji.
Zadzwonił pewnego dnia z radosną nowiną, że przyznano nam mieszkanie. Ron co prawda odradzał przyjęcie tej oferty. Mówił, że dzielnica ma złą reputację.
- Lepej poczekać na coś lepszego - doradzał.
- Ron, ja nie mam czasu! Za miesiąc jadę po rodzinę. Nie wiem nawet czy zdążę urządzić to mieszkanie na ich przyjazd. 
- O to się nie martw. Mamy tu takie organizacje dobroczynne, które gromadzą różne dobra dla potrzebujących. Znajdziemy wam jakieś meble, na początek.

Nasze meble w Polsce wyprzedawałam za bezcen, aby tylko pozbyć się kłopotu. U nas nie ma takich organizacji, które by te meble chciały przyjąć. Dla kogo? Przecież żaden szanujący się rodak by takiej pomocy w kraju nie przyjął. Co by na to znajomi, rodzina, przyjaciele i koledzy w pracy powiedzieli? Co innego nabyć coś okazyjnie, za symboliczną flaszkę. Swój honor sie ma! Tak przynajmniej wygląda to w małych miasteczkach, jak nasze, gdzie każdy się zna.
Sprzedałam również mieszkanie. Spłaciłam ten cholerny kredyt. Zostało trochę na nowe życie. Niewiele. Dorobek naszego życia w Polsce powinien jednak wystarczyć na start w Szkocji. Po wakacjach, jak dzieci pójdą do szkoły będę mogła zacząć jakąś pracę.
Segregowałam książki, wybierając te, którch za nic nie chcę się pozbyć. Wiadomo było, że wszystkiego nie da się zabrać. Cztery walizki, osiemdziesiąt kilogramów. To było wszystko co ze sobą zabierzemy tym razem. Same niezbędne rzeczy. Resztę upchnie się u dziadków w piwnicy i będziemy zabierać na raty, przy okazji. Co zabrać, co zostawić? Nie pamietam już dziś dokładnie z czym przyjechaliśmy. W pamięć zapadły mi dziwne rzeczy jak ulubiony kubek do kawy, nożyk do ziemniaków, ukochane maskotki bez których nie ma mowy o spaniu. Trochę podstawowych lekarstw.

Czekałam na Marcina. Położyłam dzieci spać. Dzieciaki nic nie wiedziały. W życiu by nie zasnęły, gdybym im powiedziała. Będą miały niespodziankę. Czekałam z winem, świecami i kolacją. Ostatni raz widziałam Marcina osiem miesięcy temu. Jak wygląda w "realu"? Na zdjęciach widać było, że zgubił dużo kilogramów. Jak to będzie? Móc go znów dotknąć. Posmakować ust. Wtulić się w niego i chłonąć ten zapach. Mojego mężczyzny.
Nie rzuciliśmy się na siebie w progu. Nie. Chyba oboje trochę baliśmy się tego spotkania. Jak to będzie? Czy wciąż jesteśmy tym za czym tęskniliśmy? Czy nic się nie zmieniło? 
Marcin wzruszony zajrzał do śpiących dzieci. Zjedliśmy kolację, podczas której pożeraliśmy się wzrokiem. Rano dzieci znalazły nas splątanych w sennym uścisku. Ależ to była radość! Hubert i Julia nie widzieli taty prawie przez rok. Teraz już się nie bali. Tata mógł ich zabrać na koniec świata.

W drodze Marcin opowiadał mi o mieszkaniu. Zdążył z kolegami wytapetować wszystkie pomieszczenia, za wyjątkiem przedpokoju. Z pomocą Rona zorganizował jakieś meble, pralkę, kuchenkę, nawet rowery dla dzieci.
- Oryginalne umeblowanie. Rowery to do którego pokoju? - pytałam ze śmiechem.
- Znów ci się oczy śmieją. Uwielbiam te twoje śmiejące się oczy. Ale "gupia" to ty jednak jesteś, Kocie...
- A na czym będziemy spać?
- Ja? Na tobie!!!  Nic się nie martw mamy dwa podwójne łóżka. Nie jest źle.
- Jest super!
- Bałem się, że nic nie będzie gotowe na wasz przyjazd. Kiedy zaczęliśmy z chłopakami zrywać te, nie wiem ile, z siedem warstw tapet na ścianach. W końcu zdecydowałem się po prostu położyć kolejną. Wszędzie położyliśmy raufazę, taką tapetę podkładową do malowania. Będziesz mogła sobie pomalować tak jak będziesz chciała.