profil poczta Grupy, Spo³eczno¶æ forum galeria users blogi
Znajdujesz siÍ w Start arrow Blogi arrow Zbyt pi√™kne....
22.11.2017.



blogger » szkocica
www » edinburgh.com.pl/blog/szkocica

Szkocim okiem

Gdy ¬Ņycie g¬≥aszcze nas pod w¬≥os, trzeba umie√¶ odw√≥ci√¶ kota ogonem, aby wyj¬∂√¶ na swoje.


Dodane przez: szkocica, Komentarzy: 0, 12.04.2010

Sielanka trwa¬≥a. Rozwijali¬∂my si√™ zawodowo, je¬∂li tak mo¬Ņna okre¬∂li√¶ karier√™ sprz¬Ītacza.
Marcin sta¬≥ si√™ "praw¬Ī r√™k¬Ī" Dee. Rekrutowa¬≥ nowych pracowników. Firma rozrasta¬≥a si√™ w osza¬≥amiaj¬Īcym tempie. Dzi√™ki sile roboczej jak¬Ī stanowili emigranci, g¬≥ównie Polacy, firma by¬≥a w stanie obs¬≥u¬Ņyc wi√™cej klientów ni¬Ņ kiedykolwiek wcze¬∂niej.
-
Kiedy¬∂ szef p¬≥aci¬≥ bonusy za wprowadzenie nowego pracownika do firmy. Teraz zaprzestano tego, ze wzgl√™du na skal√™ zatrudnienia - wyjawi¬≥a Dee pewnego dnia.
- Szkoda. Mieliby¬∂my ju¬Ņ pewnie will√™ z basenem - ¬Ņartowa¬≥ Marcin.
Zatrudnia¬≥ i szkoli¬≥ nowych pracowników. 
 T¬≥umaczy¬≥. Jego telefon dzwoni¬≥ bez przerwy. Nawet w weekendy, co czasem by¬≥o irytuj¬Īce. Zw¬≥aszcza, kiedy po drugiej stronie s¬≥ycha√¶ by¬≥o odg¬≥osy odbywaj¬Īcej si√™ w¬≥a¬∂nie imprezy, a podpity g¬≥os w s¬≥uchawce mówi¬≥ - Dosta¬≥em numer od znajomego, bo ja szukam pracy...

Jakim¬∂ cudem nauczy¬≥am si√™ w ko√Īcu je¬ľdzi√¶ samochodem po lewej stronie jezdni. Przywyk¬≥am do zmiany biegów lew¬Ī r√™k¬Ī i moja prawica przesta¬≥a gmera√¶ w okolicach klamki gro¬Ņ¬Īc otwarciem drzwi w trakcie jazdy. Przesta¬≥am nawet ¬∂cina√¶ ronda, a s¬≥upki sygnalizacji ¬∂wietlnej, którymi tutejsze skrzy¬Ņowania naszpikowane s¬Ī niczym pó¬≥misek koreczków wyka¬≥aczkami, sta¬≥y si√™ nieco bardziej czytelne.
Ta nowa umiej√™tno¬∂√¶ otworzy¬≥a przede mn¬Ī drzwi do nowych kontraktów w firmie. Znalaz¬≥am sobie wspó¬≥pracowniczk√™, imienniczk√™, i stworzy¬≥y¬∂my "brygad√™ lotn¬Ī". Sprz¬Īta¬≥y¬∂my mieszkania. Mieszkania wynajmowane by¬≥y z agencji przez firmy olejowe dla swoich pracowników, którzy przyje¬Ņd¬Ņali na terminowe kontrakty z ca¬≥ego ¬∂wiata. Czyli znów olejówka.  I znów nie by¬≥o z kim pogada√¶ po angielsku. Chyba, ¬Ņe lokator akurat zaspa¬≥ i nie ¬Ņyczy¬≥ sobie dzi¬∂ sprz¬Ītania.
Czasem si√™ zdarzy¬≥o, ¬Ņe kto¬∂ przebywa¬≥ w lokalu. Nie lubi¬≥y¬∂my takich wypadków. Wej¬∂√¶ do sypialni, po¬∂cieli√¶ ¬≥ó¬Ņko, czy nie? Ryzyk-fizyk.
-
Ty id¬ľ, sprawd¬ľ!
- Sama sprawd¬ľ, ja id√™ "robi√¶" kuchni√™, ha! ha!
Z tym okresem mojej kariery cleaner'skiej zwi¬Īzana jest zabawna historia. W jednym z "naszych" mieszka√Ī zasta¬≥y¬∂my kiedy¬∂ obywatela, którego¬∂ z krajów arabskich.
Pan ten, umiej√™tnie ignorowa¬≥ nasz¬Ī obecno¬∂√¶. Pó¬≥ siedzia¬≥, pó¬≥ le¬Ņa¬≥ na sofie w living room, z nogami na stoliku kawowym, i przerzuca¬≥ kana¬≥y w TV. 
I my równie¬Ņ stara¬≥y¬∂my si√™ nie zwraca√¶ na siebie uwagi, jak na cleaner'a - profesjonalist√™ przysta¬≥o. Problemem by¬≥ jednak ten nieszcz√™sny stolik kawowy, ze szklanym blatem brudnym jak ta ¬∂wi√™ta ziemia, jak zwyk¬≥a mawia√¶ moja babcia.
Rozdarta pomi√™dzy poczuciem obowi¬Īzku i poczuciem w¬≥asnej godno¬∂ci, podesz¬≥am to tego stolika. Facet odgaduj¬Īc moje intencje zabra¬≥ nawet swoje ko√Īczyny. Nie chc¬Īc zas¬≥ania√¶ mu programu w telewizji, który ogl¬Īda¬≥ z takim zainteresowaniem, ukl√™k¬≥am.
- Sk¬Īd jeste¬∂cie? - zapyta¬≥ nagle.
- Z Polski.
- By¬≥em kiedy¬∂ w Polsce. Pracowa¬≥em tam w Karaku¬≥?
 
"Karaku¬≥? Bo¬Ņe o czym on do mnie mówi? Owce pasa¬≥ w Polsce, czy co?" My¬∂la¬≥am w pop¬≥ochu, wyt√™¬Ņaj¬Īc zwoje mózgowe.
- Karakow? - spróbowa¬≥ jeszcze raz widz¬Īc panik√™ w moich oczach.
- A w Krakowie. No tak, piekne miasto.
Sko√Īczy¬≥am czy¬∂ci√¶ ten piekielny stolik i mog¬≥y¬∂my z kole¬Ņanka opu¬∂ci√¶ lokal.
- O skubany, ju¬Ņ my¬∂la¬≥am, ¬Ņe nie zabierze tych kulasów ze stolika - pod¬∂miewywa¬≥a si√™ ze mnie kole¬Ņanka.
- A zwróci¬≥a¬∂ uwag√™, ¬Ņe zagada¬≥ do mnie dopiero kiedy ukl√™k¬≥am?
- Aha, rzeczywi¶cie.
- Dopiero kiedy "zaj√™¬≥am nale¬Ņne kobiecie miejsce", raczy¬≥ do mnie przemówi√¶. Cholera jasna! 

Wkrótce dorzucili nam jeszcze kilka drobnych zak¬≥adów do sprz¬Ītania. Niewielkie punkty us¬≥ugowe. Jednego dnia pojecha¬≥y¬∂my w nowe miejsce. ¬¶wie¬Ņo wybudowna siedziba firmy wypo¬Ņyczaj¬Īcej sprz√™t budowlany. "¬£adnie tu, pomy¬∂la¬≥am. Fajnie by¬≥oby tu pracowa√¶. To dwa kroki ode mnie."
Dwa miesi¬Īce pó¬ľniej dosta¬≥am tam prac√™ jako m¬≥odszy koordynator sprzeda¬Ņy. Nareszcie!
Wszystko uk¬≥ada¬≥o si√™ po mojej my¬∂li. Zacz√™li¬∂my z Marcinem planowa√¶ wakacje. Kupili¬∂my bilety lotnicze do Polski. St√™sknili¬∂my si√™ troch√™ za rodzin¬Ī, ale najbardziej za przyjació¬≥mi. I za s¬≥o√Īcem!

Ni st¬Īd, ni zow¬Īd Marcin zacz¬Ī¬≥ uskar¬Ņac si√™ na ból pleców.
- Chyba mnie grypa rozbiera. - stwierdzi¬≥ i nafaszerowa¬≥ si√™ witamin¬Ī C oraz "antygrypeksami".
- To chyba jednak korzonki - uzna¬≥ po kilku dniach. Kup mi jakie¬∂ ma¬∂ci rozgrzewaj¬Īce albo plastry, jak b√™dziesz w sklepie.
Plastry ani ma¬∂ci nie pomaga¬≥y. Ból by¬≥ coraz silniejszy i sprawi¬≥, ¬Ņe Marcin uda¬≥ si√™ w ko√Īcu po porad√™ do GP. Wizyta zako√Īczy¬≥a si√™ wypisaniem recepty na paracetamol, nieco silniejszy od tego, który mo¬Ņna kupi√¶ w supermarkietach. Po kilku kolejnych wizytach Marcin wymóg¬≥ na lekarzu skierowanie na fizjoterapi√™. I tyle. 
Którego¬∂ dnia ból by¬≥ tak silny, ¬Ņe zawioz¬≥am go do szpitala na A&E. Zrobili prze¬∂wietlenie.
- Marcinie, masz z³amane biodro. Czy mia³e¶ ostatnio jaki¶ wypadek?
- Nie.
- Chcieliby¶my ciê zatrzymaæ w szpitalu. Porobiæ badania.
- Dobrze, zostanê.

Przez dwa tygodnie robili mu bez przerwy jakie¶ badania. Pytania, wywiady. Odwiedza³am go z dzieæmi codziennie.
Pewnego popo¬≥udnia usiedli¬∂my na ¬≥awce przed szpitalem. Dzieci goni¬≥y si√™ w kó¬≥ko.
- Podejrzewaj¬Ī u mnie raka ko¬∂ci - powiedzia¬≥.
Zabola¬≥o. Naprawd√™ poczu¬≥am fizyczny bó¬≥. Co¬∂ zacisn√™¬≥o si√™ na moim sercu,  ¬Ņo¬≥¬Īdku... Nag¬≥y skórcz wszystkiego.
- Co ty mówisz? - zapyta¬≥am pó¬≥przytomnie.
Spojrza¬≥am mu w oczy. By¬≥y smutne i przera¬Ņone.
- Przyjrzyj mi si√™. Wczoraj wieczorem mi powiedzieli. Zauwa¬Ņy¬≥a¬∂, ¬Ņe osiwia¬≥em?
Rzeczywi¬∂cie. Skronie przyprószy¬≥y mu si√™ siwizn¬Ī. Wi√™c to prawda. Mo¬Ņna osiwie√¶ w ci¬Īgu jednej nocy. Nie mog¬≥am my¬∂le√¶ jasno. Mój mózg broni¬≥ si√™ przed przyj√™ciem tej strasznej wiadomo¬∂ci, nasuwaj¬Īc mi jakie¬∂ niedorzeczne my¬∂li, skojarzenia.
- Ale przecie¬Ņ ta diagnoza, to jeszcze nie wyrok! B√™d¬Ī ci√™ leczy√¶!?
- Najpierw biopsja, a potem zobaczymy.
- B√™dzie dobrze. Musi by√¶. Przyjechali¬∂my tu ¬Ņy√¶, nie umiera√¶! Kochanie..... B√™dzie dobrze...