profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Zimowy Dżem Poetycki: Damian Świątek
25.04.2017.



blogger » Salon
www » edinburgh.com.pl/blog/Salon

Blog Interaktywnego Salonu Piszących w Szkocji

Zapraszamy do wspólnej zabawy w kreatywne pisanie! Naszym pierwszym projektem była internetowa powieść w odcinkach; informacje o kolejnych projektach znajdziecie na blogu. Chętnych do pisania prosimy o kontakt z Łakomą.


Dodane przez: Salon, Komentarzy: 1, 18.12.2013

Autor: Damian Świątek

Kwestionariusz Prousta:

1. Główna cecha mojego charakteru? Nieszkodliwy błazen
2. Cechy których szukam u mężczyzny? Nie szukam, jak jest tak przyjmuję.
Podziwiam bądź krytykuję.
3. Cechy których szukam u kobiety? Nie szukam, jak jest tak przyjmuję.
Podziwiam bądź krytykuję.
4. Co cenię najbardziej u przyjaciół? Bezsap nagazowy i bezkonfliktowość poalkoholową.
5. Moja główna wada? Wad nie stwierdzono.
6. Moje ulubione zajęcie? Pisanie i bzykanie.
7. Moje marzenie o szczęściu? Wanna Morgana.
8. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk? Opadająca klapa w sedesie.
9. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem? Cyklonem tropikalnym np. Huraganem Wilmą
10. Kiedy kłamię, wydłuża mi się penis.
11. Słowa, których nadużywam? Kurwa, chuj, fuck, szczęść boże.
12. Ulubieni poeci? Tadeusz Lucyfer Miciński
13. Ulubieni bohaterowie literaccy? ouis de Pointe du Lac
14. Ulubieni bohaterowie życia codziennego? Kapitan Planeta (jest, bo widziałem go w Lidlu).
15. Ulubiona postać historyczna? Vlad Drakula, Elizabeth Batory
16. Czego nie cierpię ponad wszystko? Dwulicowych pizd.
17. Dar natury, który chciałbym posiadać? Patrz punkt 9.
18. Jak chciałbym umrzeć? Zlinczowany przez szwadron gospodyń wiejskich, po tym jak w haniebny sposób uśmierciłem ich ulubionego książkowego bohatera w ostatnim tomie.
19. Obecny stan mojego umysłu? Nie mogę za nim nadążyć.
20. Błędy, które najłatwiej wybaczam? Do dwóch zer po przecinku.

WIERSZE

 

 

Marzec


dziś jeden z tych dni

co śmierdzę sztormem i mokrym psem


a z nosa kapie fluid

srebrzysta kleista masa

połączona z charczącym brakiem

płynności wymowy


pieprzony zasmarkany marzec

i jego niewydolność wiosenna

zaparcie zimowe

gazy i wzdęcia

północnego frontu

atmosferycznego


i tylko pod kocem lody ruszyły

by choć w czterech ścianach

poczuć wiosnę



*** (a gdy gestem swych warg)


a gdy gestem swych warg

na kolana mnie rzucisz

i skłonisz do bycia bestią

potulną

co z ręki szeptem karmić

można


wachlarzem bosych stóp

zahipnotyzowany

uwagę ci całą dam

na tą i inną noc


i oddam ci nawet...


wszechświat nie jest wciąż mój

to już który rok z rzędu


i weź się człowieku nie wkurw



Bo żyć nawet chwili bez ciebie...


Pomyślałem,

że mam ochotę odpocząć.

Zamknąć się sam na sam.

Gdzieś tam – głęboko,

ze sobą tylko i wyłącznie,

gdzie ciebie nie poznał nikt.

Jeszcze... Na szczęście? O dziwo? –

Nie wiem.


Wyobraziłem też sobie,

że mógłbym choć na chwilkę

przestać o tobie myśleć.

Uciec zmysłami poza twój zapach.

Obejść cię dookoła

nie zauważając.


Pomyślałem, że nie napiszę,

że zmyślę coś.

Wzrok odwrócę, gdy spojrzysz.


Nie chcę już do tego wracać.




Częstochowski okultyzm turystyczny


Pamiętaj abyś dzień święty święcił! - wyje stary dzwon.

Z wieży kościelnej spłoszył rozwiązłe ptactwo.


Na gzymsie katedry białe witraże lepione przez gruch- gruch.

Gastryczny artyzm analny.


Skośnookie plemię obwieszone amuletami fotograficznymi,

odmawia swoje pstryk.


A stonoga pełzła na kolanach,

krwawiąc drogi płatkami piwonii i róż.


Hosanna! Chaos-anna!

Abba ojcze! Tram, trach!


Fanatyk uszami klaszcze.

Hołd cieśli z Nazaretu składa.


Abba ojcze, abba!

A może haba, haba?




Współczesne dogmaty kolorowej prasy


Zobaczysz kochany,

spodoba ci się – mówiła,

wciskając pokryty rumiankowym kremem palec

głęboko w moją dupę.


Tak się kończy zazwyczaj

jej wieczorna lektura,

tych uzdatniających związki porad

z seks rubryk Cosmopolitana.


Analny potencjometr do poprawiania jakości relacji,

wynaleziony przez szamanów z wyższych półek.




Wiatr


był taki wiatr

dużo starszy ode mnie


szpetny i złośliwy

żonglował chuderlawym ptactwem

rozbawiony

a gdy oknem wpadł

szarpał za włosy marzenia płosząc


śmiał się do łez

mówiąc że nie urosnę

i zawsze do pięt będę aby


i o ciebie też pytał

pytał dlaczego wyszłaś

mi bokiem


i gdzie bym się nie skrył

tam był całym swym chłodem

czekał

pełen trudnych myśli


wciąż pytał czemu nie ufam




Fundamentalny wszczep wyświęconych fobii


wszyscy mamy krzyż w głowach

i antysemityzm

wpojony z na pozór niewinną kołysanką


hyś hyś żydowski banyś

warszawski kupiec


nakapało na głowę a dalej już poszło

różańce klepańce

ponure wersy jedynie słusznego kultu


czasy się zmieniają

to i biznes pchać trzeba

litania do sylikonowych implantów

bogurodzicielki



*** (czas łgał)


czas łgał

twierdził że go tak wiele

tymczasem stopniał

jak sopel w dłoniach dziecka


nawet nie zdążyłem

powiedzieć że kocham

i gdybyś została...


czas marniał

z każdym naszym oddechem

zbyt mało by wzrok nasycić

nim znikniesz w welurowej sukience


nawet nie spróbowałem

cię przekonać

zapytać o czym myślałaś uśmiechając się


a ty tylko

gdy mnie dostrzegłaś

zniżyłaś głos

w słuchawce on


przy drzwiach

ostatnie pociągnięcie szminką


voila!




Gdy coraz bliżej ziemi


śmierć się zapowiedziała

lodowatym dreszczem

zwolnieniem zwieracza odbytu


strach nie pozwolił

umrzeć godnie

dopilnował tej ostatecznej

kompromitacji


ot taki koniec

zbyt dyskomfortowy

na rachunek sumienia




*** (I tak wrócę)

 

I tak wrócę.

Ten sam – jak ostatnio.

Zawinięty we wczorajszą gazetę.

Drugiej świeżości.

Truchło,

na chłodnym blacie.


A ty nakryjesz mnie,

jedną z tych „ostatnich szans”.


I znów będzie nam dobrze.