profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Zimowy Dżem Poetycki: Grzegorz Jarosław Rybak
26.04.2017.




Dodane przez: Salon, Komentarzy: 0, 20.12.2013

Autor: Grzegorz Jarosław Rybak

Kwestionariusz Prousta

 1. Główna cecha mojego charakteru? poczucie braterstwa z każdym człowiekiem
2. Cechy, których szukam u mężczyzny? lojalność
3. Cechy, których szukam u kobiety? lojalność
4. Co cenię najbardziej u przyjaciół? lojalność
5. Moja główna wada? lenistwo, podatność na nałogi
6. Moje ulubione zajęcie? sex
7. Moje marzenie o szczęściu? spełnione. jestem szczęśliwy
8. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk? śmierć bliskich
9. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie był tym, kim jestem? Piotrusiem Panem, względnie Pippi Langstrumpf, zależnie od tego, czy nauczyłbym się w procesie dorastania latać, czy podnosić konie
10. Kiedy kłamię? w pracy
11. Słowa, których nadużywam? święta Joanno!
12. Ulubieni poeci? Broniewski, Mickiewicz, Tuwim, Majakowski, Neruda, Słowacki, Brzechwa, Konopnicka, Staff, Orkan
13. Ulubieni bohaterowie literaccy? Lord Jim
14. Ulubieni bohaterowie życia codziennego? ja jestem swoim bohaterem, wzorem i ideałem, który staram się naśladować
15. Ulubiona postać historyczna? chłop odmawiający pańszczyzny, kobieta kastrująca gwałciciela, niewolnik duszący nadzorcę
16. Czego nie cierpię ponad wszystko? faszyzmu stalinizmu kapitalizmu
17. Dar natury, który chciałbym posiadać? chciałbym posiąść wulkan
18. Jak chciałbym umrzeć? bez bólu
19. Obecny stan mojego umysłu? no comments
20. Błędy które najłatwiej wybaczam? w pisowni mojego imienia przez osoby niepolskojęzyczne

WIERSZE

 

Karolince

Bajka jak szewc


Złote miała włosy i złote trzewiczki,

całe było w złocie życie tej księżniczki,

nawet złoty konik miał złote podkowy,

złotem błyszczał każdy dzień księżniczki nowy.


Raz w złotym trzewiczku zrobiła się dziurka.

Do szewca pobiegła wnet książęca córka.

- Szewczyku, szewczyku, kochany mój, złoty,

zaceruj mi bucik, przegnaj me kłopoty.


Szewczyk nie był wcale w ciemię uderzany,

wiedział, skąd to złoto u książęcej pani.

- Z moich to podatków! Z mojej to krwawicy! -

Boso ją popędził w pizdu po ulicy.


Kirkby Lonsdale 27/5/2013

 

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

W malinowym chruśniaku pokrzyw wybujało.
Zanurzeni po łokcie, rękawy spuszczone,
zrywaliśmy z Łukaszem maliny czerwone
godzinę i już drugą, malin cięgle mało.

Róża złośnica cicha także kolcem straszy,
zielony wciąż owoc chroniąć przed palcami.
Do tego i maliny pokryte igłami,
nie dające spokoju całym ciałom naszym.

Duszno było od lata, pył na leśnej drodze,
a śmiech nasz nie nacichał na minutę wcale
nawet gdyśmy owoce jedli w tym upale.
Niekupienie browara przeklęliśmy srodze.

I stały się maliny narzędziem tortury,
tej wyrafinowanej, która w samym piekle
diabelskimi widłami kłuje ręce wściekle.
Zielone, niedojrzałe, nici z konfitury.

I nie wiem, jak się stało, w którym mgnieniu oka,
ocierając rękawem pot w słonecznym pyle,
przelała się o kroplę ta słodka posoka.
Poszliśmy na browara, chruśniak mając w tyle.

Edynburg 10/08/2013

 

 

Damaszek dwa tysiące trzynaście


Gazu użyli? No już nie płaczcie!

Poślemy pisma,

by ustaliła ścisła komisja.

Damaszek dwa tysiące trzynaście


Chłopcy z podwórek? Ofiary straszne?

Damy wam bomby,

byście też mogli IM zadać wojny.

Damaszek dwa tysiące trzynaście


Ślecie błagania ku naszej łasce?

Tu czasu trzeba,

aby wam nowe bomby dać z nieba.

Damaszek dwa tysiące trzynaście


22/08

 

Małgorzacie



biały płaszcz

nieprzystający do leśnego błota

jak kolorowy liść do zamieci



czerwono – złote włosy

odziane śniegiem

całe w pomarańczach

i krwi

z pokąsanych jeżynami warg



jak bukiet żółtych kwiatów

ten gołąb w jesienej plusze?



Edynburg 6/10/2013

 

Woda na mrozie puchnie,

a ból lżeje i niemo tępieje.

Przybiera w przestrzeni,

krzepnie i się pręży

taka kostka;

twardnieje sine zimno.


Szpitalnej kotłowni brak opamiętania,

nagrzane nawet w szatni

przy sali krioterapii.


Zimno tylko tam, gdzie już nie ma bólu.


Royal Infirmary, Edinburgh 4/11/2013

 

 

skrępowany

prośbą o jednorazową kaczkę


opleciony

rurkami od tlenu i kroplówek


związany

bezruchem bólu


cały dzień jęczy


o wstanie na papierosa


Royal Infirmary, Edinburgh 4-12/11/2013

 

 

Spowiedź


W Wołyńskiej Dywizji byłem podchorążym.

Cały dzień na bagnet z Niemcem, co okrążył.

Połowa została, przez bagna mój pluton

z jednym rannym w plecy, za bagnami chutor.

Tam odpoczniemy.


Ranny - starszy strzelec, weteran okopów,

kampani we wrześniu i w dwudziestym roku.

Medyk go obadał, gdyśmy go donieśli.

Przez kręgosłup dostał, rana na dwie pięści.

Śmiertelna.


Skręcam papierosa, podaję strzelcowi.

Jak tu się do takiej zabrać mam rozmowy?

Doskonały żołnierz! Byłby już sierżantem

gdyby nie wypadki, żę opuszczał wartę

na parę dni.


- Panie podchorąży – odezwał się pierwszy -

kapelan nie zdąży z sakramentem świętym.

Panu muszę całe życie wyspowiadać

nim mnie pochowacie. Wiem, że ze mną biada.

Krzyż dajcie.


Byłem gospodarzem, o tu, niedaleko.

Miałem piękny ogród, niemałe poletko,

żonę, szóstkę dzieci, najmłodsze pół roku.

Kiedym wrócił z wojny, ona przejdzie z boku,

myślałem.


Pół wsi prawosławne, pół wsi katolickie.

Był jeszcze i Żydek, ale Niemcy z Ickiem...

Miałem trzech przyjaciół, Iwan, Jura, Stećka,

też chłopscy synowie, znałem ich od dziecka,

sąsiedzi.


Mówili, że dalej jakieś bandy UPA

Lachiw wyriezalit, cała wioska w trupach,

lecz to hen, daleko, nie dla nas ta trwoga,

jeden za drugiego poszedłby do ognia

lub piekła.


Tamtego dnia na targ poszedłem o świcie

i to mi, niestety, ocaliło życie.

Idąc do dom lasem, z daleka poczułem,

jak pętla skazańca, ostrą w gardle chmurę.

Biegłem.


Wpadłem na skraj lasu, wiorsty ćwierć za domem,

widzę dom, stodołę... Z niej ten dym! Tam płonie!

W obejściu z siekierą stoi Iwan, Jura

z dwururką ćmi szluga, u Stećki kabura.

I krzyk,


poprzez ścianę chmury leci na niebiosa.

Ile było bólu i strachu w tych głosach!

Ze środka stodoły krzyczy moja żona,

o litość ich błaga, woła po imionach.

Zemdlałem.


Kiedy się ocknąłem, w miejscu po stodole

z popiołu zbierałem szczątki popalone.

W gniewie i w rozpaczy, całując ich kości

poprzysiągłem na nie zemstę bez litości

na mordercach.


Poszedłem do leśnych. Myślałem, w oddziale

sposobność do zemsty i broń też dostanę.

W potyczce z Ruskimi zdobyłem nagana

i nim zastrzeliłem sąsiada, Iwana,

pierwszego.


Potem znów z naganem z posterunku zwiałem,

aby kolejnego jednym zwalić strzałem.

Pięknie na weselu mym grała bandura

w jego wprawnej dłoni. Oto leży Jura

na ziemi.


Wzrok mój był jak ogień z samego dna piekła,

grzywa pomierzwiona, twarz gorąca, wściekła.

W strachu na mój widok, ruchu, czy ucieczki

nie próbował żaden. Strzeliłem do Stećki

znieruchomiałego.


Zawsze, kiedy do was, do lasu wracałem,

"więcej już nie pójdę", sobie przysięgałem

i przekląłem Boga, wołając w rozpaczy,

Będę mścił się dalej! I tak nie wybaczy

mi Bóg.


Na całym Wołyniu ziemia krwią czerwona.

Jest się na kim mścić. Żona moja... - Skonał.

Nie starczyło czasu na zbyt długie mowy.

Krzyż daliśmy prosty, żołnierski, brzozowy.

Salwą! Pal!


Edynburg 8-11/7/2013