profil poczta Grupy, Spo┬│eczno┬Â├Ž forum galeria users blogi
Znajdujesz siŕ w Start arrow Blogi arrow Zimowy D┬┐em Poetycki: Grzegorz Jaros┬│aw Rybak
21.11.2017.




Dodane przez: Salon, Komentarzy: 0, 20.12.2013

Autor: Grzegorz Jaros┬│aw Rybak

Kwestionariusz Prousta

 1. G┬│ówna cecha mojego charakteru? poczucie braterstwa z ka┬┐dym cz┬│owiekiem
2. Cechy, których szukam u m├¬┬┐czyzny? lojalno┬Â├Ž
3. Cechy, których szukam u kobiety? lojalno┬Â├Ž
4. Co ceni├¬ najbardziej u przyjació┬│? lojalno┬Â├Ž
5. Moja g┬│ówna wada? lenistwo, podatno┬Â├Ž na na┬│ogi
6. Moje ulubione zajêcie? sex
7. Moje marzenie o szcz├¬┬Âciu? spe┬│nione. jestem szcz├¬┬Âliwy
8. Co wzbudza we mnie obsesyjny l├¬k? ┬Âmier├Ž bliskich
9. Kim lub czym chcia┬│abym by├Ž, gdybym nie by┬│ tym, kim jestem? Piotrusiem Panem, wzgl├¬dnie Pippi Langstrumpf, zale┬┐nie od tego, czy nauczy┬│bym si├¬ w procesie dorastania lata├Ž, czy podnosi├Ž konie
10. Kiedy k³amiê? w pracy
11. S┬│owa, których nadu┬┐ywam? ┬Âwi├¬ta Joanno!
12. Ulubieni poeci? Broniewski, Mickiewicz, Tuwim, Majakowski, Neruda, S┬│owacki, Brzechwa, Konopnicka, Staff, Orkan
13. Ulubieni bohaterowie literaccy? Lord Jim
14. Ulubieni bohaterowie ┬┐ycia codziennego? ja jestem swoim bohaterem, wzorem i idea┬│em, który staram si├¬ na┬Âladowa├Ž
15. Ulubiona posta├Ž historyczna? ch┬│op odmawiaj┬▒cy pa├▒szczyzny, kobieta kastruj┬▒ca gwa┬│ciciela, niewolnik dusz┬▒cy nadzorc├¬
16. Czego nie cierpiê ponad wszystko? faszyzmu stalinizmu kapitalizmu
17. Dar natury, który chcia┬│bym posiada├Ž? chcia┬│bym posi┬▒┬Â├Ž wulkan
18. Jak chcia┬│bym umrze├Ž? bez bólu
19. Obecny stan mojego umys┬│u? no comments
20. B┬│├¬dy które naj┬│atwiej wybaczam? w pisowni mojego imienia przez osoby niepolskoj├¬zyczne

WIERSZE

 

Karolince

Bajka jak szewc


Z┬│ote mia┬│a w┬│osy i z┬│ote trzewiczki,

ca³e by³o w z³ocie ¿ycie tej ksiê¿niczki,

nawet z┬│oty konik mia┬│ z┬│ote podkowy,

z³otem b³yszcza³ ka¿dy dzieñ ksiê¿niczki nowy.


Raz w z³otym trzewiczku zrobi³a siê dziurka.

Do szewca pobieg┬│a wnet ksi┬▒┬┐├¬ca córka.

- Szewczyku, szewczyku, kochany mój, z┬│oty,

zaceruj mi bucik, przegnaj me k┬│opoty.


Szewczyk nie by³ wcale w ciemiê uderzany,

wiedzia³, sk±d to z³oto u ksi±¿êcej pani.

- Z moich to podatków! Z mojej to krwawicy! -

Boso j± popêdzi³ w pizdu po ulicy.


Kirkby Lonsdale 27/5/2013

 

W malinowym chru┬Âniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po g┬│owy, przez d┬│ugie godziny
Zrywali┬Âmy przyby┬│e tej nocy maliny.
Palce mia┬│a┬ na o┬Âlep skrwawione ich sokiem.

B┬▒k z┬│o┬Ânik hucza┬│ basem, jakby straszy┬│ kwiaty,
Rdzawe guzy na s┬│o├▒cu wygrzewa┬│ li┬Â├Ž chory,
Z³achmania³ych pajêczyn skrzy³y siê wisiory,
I szed┬│ ty┬│em na grzbiecie jaki┬ ┬┐uk kosmaty.

Duszno by┬│o od malin, które┬Â, szepcz┬▒c, rwa┬│a,
A szept nasz tylko wówczas nacicha┬│ w ich woni,
Gdym wargami wygarnia┬│ z podanej mi d┬│oni
Owoce, przepojone woni┬▒ twego cia┬│a.

I sta³y siê maliny narzêdziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w ca┬│ym niebie
Nie zna innych upoje├▒, oprócz samej siebie,
I chce si├¬ wci┬▒┬┐ powtarza├Ž dla w┬│asnej dziwoty.

I nie wiem, jak si├¬ sta┬│o, w którym oka mgnieniu,
┬»e┬ dotkn├¬┬│a mi warg┬▒ spoconego czo┬│a,
Porwa┬│em twoje d┬│onie - odda┬│a┬ w skupieniu,
A chru┬Âniak malinowy trwa┬│ wci┬▒┬┐ dooko┬│a.

W malinowym chru┬Âniaku pokrzyw wybuja┬│o.
Zanurzeni po ³okcie, rêkawy spuszczone,
zrywali┬Âmy z ┬úukaszem maliny czerwone
godzinê i ju¿ drug±, malin ciêgle ma³o.

Ró┬┐a z┬│o┬Ânica cicha tak┬┐e kolcem straszy,
zielony wci┬▒┬┐ owoc chroni┬▒├Ž przed palcami.
Do tego i maliny pokryte ig┬│ami,
nie daj┬▒ce spokoju ca┬│ym cia┬│om naszym.

Duszno by┬│o od lata, py┬│ na le┬Ânej drodze,
a ┬Âmiech nasz nie nacicha┬│ na minut├¬ wcale
nawet gdy┬Âmy owoce jedli w tym upale.
Niekupienie browara przekl├¬li┬Âmy srodze.

I sta³y siê maliny narzêdziem tortury,
tej wyrafinowanej, która w samym piekle
diabelskimi wid┬│ami k┬│uje r├¬ce w┬Âciekle.
Zielone, niedojrza┬│e, nici z konfitury.

I nie wiem, jak si├¬ sta┬│o, w którym mgnieniu oka,
ocieraj±c rêkawem pot w s³onecznym pyle,
przela³a siê o kroplê ta s³odka posoka.
Poszli┬Âmy na browara, chru┬Âniak maj┬▒c w tyle.

Edynburg 10/08/2013

 

 

Damaszek dwa tysi┬▒ce trzyna┬Âcie


Gazu u┬┐yli? No ju┬┐ nie p┬│aczcie!

Po┬Âlemy pisma,

by ustali┬│a ┬Âcis┬│a komisja.

Damaszek dwa tysi┬▒ce trzyna┬Âcie


Ch┬│opcy z podwórek? Ofiary straszne?

Damy wam bomby,

by┬Âcie te┬┐ mogli IM zada├Ž wojny.

Damaszek dwa tysi┬▒ce trzyna┬Âcie


┬Žlecie b┬│agania ku naszej ┬│asce?

Tu czasu trzeba,

aby wam nowe bomby da├Ž z nieba.

Damaszek dwa tysi┬▒ce trzyna┬Âcie


22/08

 

Ma┬│gorzacie



bia┬│y p┬│aszcz

nieprzystaj┬▒cy do le┬Ânego b┬│ota

jak kolorowy li┬Â├Ž do zamieci



czerwono – z┬│ote w┬│osy

odziane ┬Âniegiem

ca┬│e w pomara├▒czach

i krwi

z pok┬▒sanych je┬┐ynami warg



jak bukiet ┬┐ó┬│tych kwiatów

ten go┬│┬▒b w jesienej plusze?



Edynburg 6/10/2013

 

Woda na mrozie puchnie,

a ból l┬┐eje i niemo t├¬pieje.

Przybiera w przestrzeni,

krzepnie i siê prê¿y

taka kostka;

twardnieje sine zimno.


Szpitalnej kot³owni brak opamiêtania,

nagrzane nawet w szatni

przy sali krioterapii.


Zimno tylko tam, gdzie ju┬┐ nie ma bólu.


Royal Infirmary, Edinburgh 4/11/2013

 

 

skrêpowany

pro┬Âb┬▒ o jednorazow┬▒ kaczk├¬


opleciony

rurkami od tlenu i kroplówek


zwi┬▒zany

bezruchem bólu


ca³y dzieñ jêczy


o wstanie na papierosa


Royal Infirmary, Edinburgh 4-12/11/2013

 

 

Spowied┬╝


W Wo┬│y├▒skiej Dywizji by┬│em podchor┬▒┬┐ym.

Ca┬│y dzie├▒ na bagnet z Niemcem, co okr┬▒┬┐y┬│.

Po┬│owa zosta┬│a, przez bagna mój pluton

z jednym rannym w plecy, za bagnami chutor.

Tam odpoczniemy.


Ranny - starszy strzelec, weteran okopów,

kampani we wrze┬Âniu i w dwudziestym roku.

Medyk go obada┬│, gdy┬Âmy go donie┬Âli.

Przez kr├¬gos┬│up dosta┬│, rana na dwie pi├¬┬Âci.

┬Žmiertelna.


Skrêcam papierosa, podajê strzelcowi.

Jak tu si├¬ do takiej zabra├Ž mam rozmowy?

Doskona┬│y ┬┐o┬│nierz! By┬│by ju┬┐ sier┬┐antem

gdyby nie wypadki, ¿ê opuszcza³ wartê

na parê dni.


- Panie podchor┬▒┬┐y – odezwa┬│ si├¬ pierwszy -

kapelan nie zd┬▒┬┐y z sakramentem ┬Âwi├¬tym.

Panu musz├¬ ca┬│e ┬┐ycie wyspowiada├Ž

nim mnie pochowacie. Wiem, ┬┐e ze mn┬▒ biada.

Krzy┬┐ dajcie.


By┬│em gospodarzem, o tu, niedaleko.

Mia┬│em pi├¬kny ogród, niema┬│e poletko,

┬┐on├¬, szóstk├¬ dzieci, najm┬│odsze pó┬│ roku.

Kiedym wróci┬│ z wojny, ona przejdzie z boku,

my┬Âla┬│em.


Pó┬│ wsi prawos┬│awne, pó┬│ wsi katolickie.

By³ jeszcze i ¯ydek, ale Niemcy z Ickiem...

Mia┬│em trzech przyjació┬│, Iwan, Jura, Ste├Žka,

te┬┐ ch┬│opscy synowie, zna┬│em ich od dziecka,

s┬▒siedzi.


Mówili, ┬┐e dalej jakie┬ bandy UPA

Lachiw wyriezalit, ca┬│a wioska w trupach,

lecz to hen, daleko, nie dla nas ta trwoga,

jeden za drugiego poszed┬│by do ognia

lub piek┬│a.


Tamtego dnia na targ poszed┬│em o ┬Âwicie

i to mi, niestety, ocali┬│o ┬┐ycie.

Id┬▒c do dom lasem, z daleka poczu┬│em,

jak pêtla skazañca, ostr± w gardle chmurê.

Bieg┬│em.


Wpad┬│em na skraj lasu, wiorsty ├Žwier├Ž za domem,

widzê dom, stodo³ê... Z niej ten dym! Tam p³onie!

W obej┬Âciu z siekier┬▒ stoi Iwan, Jura

z dwururk┬▒ ├Žmi szluga, u Ste├Žki kabura.

I krzyk,


poprzez ┬Âcian├¬ chmury leci na niebiosa.

Ile by┬│o bólu i strachu w tych g┬│osach!

Ze ┬Ârodka stodo┬│y krzyczy moja ┬┐ona,

o lito┬Â├Ž ich b┬│aga, wo┬│a po imionach.

Zemdla┬│em.


Kiedy siê ockn±³em, w miejscu po stodole

z popio┬│u zbiera┬│em szcz┬▒tki popalone.

W gniewie i w rozpaczy, ca┬│uj┬▒c ich ko┬Âci

poprzysi┬▒g┬│em na nie zemst├¬ bez lito┬Âci

na mordercach.


Poszed┬│em do le┬Ânych. My┬Âla┬│em, w oddziale

sposobno┬Â├Ž do zemsty i bro├▒ te┬┐ dostan├¬.

W potyczce z Ruskimi zdoby┬│em nagana

i nim zastrzeli┬│em s┬▒siada, Iwana,

pierwszego.


Potem znów z naganem z posterunku zwia┬│em,

aby kolejnego jednym zwali├Ž strza┬│em.

Piêknie na weselu mym gra³a bandura

w jego wprawnej d┬│oni. Oto le┬┐y Jura

na ziemi.


Wzrok mój by┬│ jak ogie├▒ z samego dna piek┬│a,

grzywa pomierzwiona, twarz gor┬▒ca, w┬Âciek┬│a.

W strachu na mój widok, ruchu, czy ucieczki

nie próbowa┬│ ┬┐aden. Strzeli┬│em do Ste├Žki

znieruchomia┬│ego.


Zawsze, kiedy do was, do lasu wraca┬│em,

"wi├¬cej ju┬┐ nie pójd├¬", sobie przysi├¬ga┬│em

i przekl┬▒┬│em Boga, wo┬│aj┬▒c w rozpaczy,

B├¬d├¬ m┬Âci┬│ si├¬ dalej! I tak nie wybaczy

mi Bóg.


Na ca┬│ym Wo┬│yniu ziemia krwi┬▒ czerwona.

Jest si├¬ na kim m┬Âci├Ž. ┬»ona moja... - Skona┬│.

Nie starczy┬│o czasu na zbyt d┬│ugie mowy.

Krzy┬┐ dali┬Âmy prosty, ┬┐o┬│nierski, brzozowy.

Salw┬▒! Pal!


Edynburg 8-11/7/2013