profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Zimowy Dżem Poetycki: Zuzanna Rybak
29.05.2017.



blogger » Salon
www » edinburgh.com.pl/blog/Salon

Blog Interaktywnego Salonu Piszących w Szkocji

Zapraszamy do wspólnej zabawy w kreatywne pisanie! Naszym pierwszym projektem była internetowa powieść w odcinkach; informacje o kolejnych projektach znajdziecie na blogu. Chętnych do pisania prosimy o kontakt z Łakomą.


Dodane przez: Salon, Komentarzy: 1, 19.12.2013

Autorka: Zuzanna Rybak

Kwestionariusz Prousta

1. Główna cecha mojego charakteru? Leń, maruda, chorobliwy domator.
2. Co cenię najbardziej u przyjaciół? Właściwie, to lubię, gdy mnie wielbią.
3. Moja główna wada? Egocentryzm.
4. Moje ulubione zajęcie? Hafciarstwo, gotowanie, czytanie. Lubię też spać.
5. Moje marzenie o szczęściu? Dużo herbaty i zapas ciastek z czekoladą
6. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk? Przyszłość.
7. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem? Czasami chciałabym być bakterią, ewentualnie pierwotniakiem, nie mającym
obowiązków.
8. Kiedy kłamię? Kiedy muszę.
9. Słowa, których nadużywam? Aczkolwiek, masakra.
10. Ulubieni poeci? Miron Białoszewski, Maria Pawlikowska - Jasnorzewska, John Keats
11. Ulubieni bohaterowie literaccy? Werter, Drakula,
12. Ulubiona postać historyczna? Maria Antonina, Salvador Dali, Elizabeth Batory
13. Czego nie cierpię ponad wszystko? Chrapania, upałów.
14. Dar natury, który chciałbym posiadać? Chciałabym latać, ale po cichu, bez silników.
15. Jak chciałbym umrzeć? Młodo.
16. Obecny stan mojego umysłu? Weltschmerz.

WIERSZE

 

Głód


lubię swoje żebra nie jem

już od tygodnia

by je policzyć


przyzwyczajenie

głaszcze jogurtowy obojczyk

i znikam


w oczach

będę Julią





Kawa


Pocałunek? Tak,

poproszę.

Dziękuję - dwie łyżeczki

brązowego cukru.

Bez mleka.


Istotnie,

pogoda jest ładna.

Chmurna pianka

wymieszana jednolicie

w małą niebieską -


pańską tęczówkę.


Smaczny

ten dotyk pąsowej porcelany.





Metafora



to tylko

otwarte złamanie nocy

wyznań poprzecznie prążkowanych

uderzających teraz

na minutę setką lub

więcej wątpliwości


a przecież mięśnia

nie można złamać



Na co nie mam ochoty najmniejszej



a gdyby mi kazali

to i żonglować bym musiała?


i prosić jak piesek

dysząc z noskiem czerwonym


merdając rzęsami

na kleju


z harmonijką - kryzą

białą pod brodą


turlać się

jak mi zagrają




Pierwszy



mieliśmy dziś pierwszą burzę


niebo śpiewało

impresją

wyczesujemy kudły wspomnień

plączemy w warkocze

pocałunki



i jakieś takie rutynowe

te pierwsze razy

jakieś oklepane

wyklepane

po stłuczce z rzeczywistością


wychuchane

chowane

po kieszeniach

rękawach


w lewej komorze serca -

tam dziwności



Dziobak


a jak dorosnę

chcę być dziobakiem;

środowisko naturalne:

wanna


wanna to umieralnia

dnia

nerwów powszednich

tych kiedy tłukę słońca

i szklanki


biegam boso po kuchni

i pieprzę to!

pieprzę

a wciąż nie ma smaku


sens zawsze przychodzi spóźniony

do mnie na herbatę

mija się z celem

tego szaleństwa


cel się obraził -

wyszedł


ja się pomarszczyłam -

wychodzę


Maruda


a mnie boli brzuch

a mój czajnik jest orkiestrą

mięta jest miętą

kiedy się parzy

i ulatuje w przestrzeń

kosmiczną


a pomidory nie smakują

jak pomidory

o tej porze


tylko tyle z pocałunku

do którego chciałam dojrzeć

a wciąż nie mam smaku

i nie pachnę

tobą i światem


blednę

ale wiem co robię


spływam do zlewu


utopiłam się

we wczorajszej kawie





***


taki jest koniec

niemy


spada na głowę

jak niebo chmurne

pijane


zatrzymanie czasu w dłoniach

w jesiennym lesie


i popadanie w zależność


pachnie papierosem


spływa wieczorną rosą

po butach


wsiąka w usta



Krótki wiersz o rumieńcach

 

nieprzeniknione połacie warg

wewnętrznej strony

policzków

szczyt języka

i zębów perły

wydobyte z pocałunków


nago - niebezpiecznych

jak wiatr

pióra promieni

w twoich włosach


i ewakuacja oczu

w dół

w dół

na ziemię


spójrz


rozwiązał ci się but


 


Na ziarnku grochu (Maruda cz. II)


jesieniami przejawiam skłonności

samobójcze nawet gdy jest

zupełnie nieźle

zupełnie widno

gdy idę ulicą


zwyczajnie


herbata za mocna

a prześcieradło ściągnięte

znów uwiera



Powroty


przewlekłe zakochanie

w autobusach do domu

w powrotach

do ramion z ramion

miasta – świata



do nie wyrażania siebie

nikomu ciszy

do bezpomadkowości