profil poczta Grupy, Spo┬│eczno┬Â├Ž forum galeria users blogi
Znajdujesz siŕ w Start arrow Blogi arrow lubi├¬ - nie lubi├¬
21.01.2018.



blogger » Kaprikorn
www » edinburgh.com.pl/blog/Kaprikorn

Pie┬Â├▒ koz┬│a

...czyli przer├│┬┐ne refleksje, obserwacje, marudzenia i oko┬│oliterackie wprawki, inspirowane pobytem w Edynburgu.


Dodane przez: Kaprikorn, Komentarzy: 11, 26.02.2010

lubi├¬ - nie lubi├¬ 

smak szkockiej whisky

patrze├Ž jak matka-szkotka z dwoma wielkimi torbami zakupów z lidla spieszy si├¬ na autobus, ale przystaje zagadni├¬ta przez obszarpanego m┬│odzie├▒ca zbieraj┬▒cego pieni┬▒dze na alkohol, siadaj┬▒ razem na ┬│awce, wyci┬▒gaj┬▒ nogi przed siebie i papierosy z jej paczki - pal┬▒ i rozmawiaj┬▒

widok miasta z Calton Hill

kolor morza w mro┬╝ny pogodny ranek - jest stalowoniebieskie i pachnie pie┬Âniami z pó┬│nocy

czyta├Ž Stevensona i chodzi├Ž po mapie Szkocji szlakiem Davy`ego z Porwanego za m┬│odu

staruszk├¬ w sklepie dobroczynnym wspieraj┬▒cym bezdomne psy i koty, która na powitanie dostawcy hi guys odpowiada: please don`t do this to me - don`t call me  a guy

kierowców autobusów, którzy ┬┐artuj┬▒ ze sob┬▒ na przystankach, zatrzymuj┬▒ si├¬ na skrzy┬┐owaniu, ┬┐eby pogada├Ž, albo wyskoczy├Ž po fajki

spokój na mojej ulicy

pakista├▒skiego sprzedawc├¬, który pyta mnie jak si├¬ mam i ┬Âpiewa na ca┬│e gard┬│o przy ka┬┐dej okazji

przygl┬▒da├Ž si├¬ niepe┬│nosprawnym na wózkach, sprawnie i pewnie manewruj┬▒cych joystickami podczas wyje┬┐d┬┐ania z autobusu

zapach pizzy, dochodz┬▒cy z take-awaya mijanego o drugiej w nocy, podczas powrotu z imprezy

ptaki, które budz┬▒ si├¬ i zaczynaj┬▒ ┬Âpiewa├Ž oko┬│o drugiej trzydzie┬Âci w nocy, sygnalizuj┬▒c, ┬┐e najwy┬┐szy czas po┬│o┬┐y├Ž si├¬ spa├Ž

lisy przebiegaj┬▒ce kilka metrów ode mnie kiedy id├¬ w nocy przez parking

sklep rybny na Portobello

pasa┬┐erów autobusu, którzy rzucaj┬▒ si├¬ grupowo na pod┬│og├¬ szuka├Ž koralika zgubionego przez ch┬│opaka z zespo┬│em downa, podczas gdy kierowca czeka cierpliwie z otwartymi drzwiami, w ko├▒cu kto┬ znajduje, ch┬│opak przestaje szlocha├Ž i uradowany wybiega na przystanek

pos┬│ucha├Ž radia 104.1 fm w j├¬zyku gaelickim, mimo ┬┐e nie rozumiem z tego ani
s┬│owa

absolutnie magiczne spacery wzd┬│u┬┐ Water of Leith, a najbardziej w okolicach Dean`s Village

fryzjera Stevie`go z którym gadali┬Âmy o krakowskim Kazimierzu i o tym ze mo┬┐na polo┬┐y├Ž kartk├¬ z ┬┐yczeniem na grobie s┬│awnego cadyka, przycisn┬▒├Ž kamieniem, a duch cadyka pomodli sie o spe┬│nienie

fragment z Braveheart, kiedy do Wallace`a do┬│┬▒cza irlandzki banita, a Hamish mówi mu: you`re mad man! na co tamten: I`ve come to the right place then!

jedn┬▒ z moich prze┬│o┬┐onych, która spyta┬│a mnie z trosk┬▒ czy nie boj├¬ si├¬ sam siedzie├Ž w biurze (a by┬│a sobota, mo┬┐na by┬│o odrobi├Ž za ┬Âwi├¬ta, ale tylko ja przyszed┬│em z mojego dzia┬│u) - przecie┬┐ mo┬┐esz si├¬ potkn┬▒├Ž, rozbi├Ž g┬│ow├¬ i nawet nikt nie b├¬dzie wiedzia┬│, ┬┐e trzeba ci pomóc

koty w oknach i na gzymsach starych kamienic

edynburski akcent, a najbardziej to niesamowite, pierwotne, archaiczne, wywo┬│uj┬▒ce dreszcze "r"

bibliotek├¬ przy McDonald Street, w której k┬│ad├¬ wybrane cztery ksi┬▒┬┐ki w stosiku na blacie, na ekranie dotykowym pojawiaj┬▒ si├¬ ich tytu┬│y i klawiatura, wstukuj├¬ pin, chowam ksi┬▒┬┐ki do torby i juz wypo┬┐yczone, a jak nie zd┬▒┬┐├¬ oddac to przed┬│u┬┐am w necie

ob┬┐era├Ž si├¬ falafelami w Palmyrze na Nicholson Street (a mo┬┐e dalej, nie jestem pewien czy to jeszcze Nicholson, w ka┬┐dym razie gdzies tam) i kiedy ostry sos piecze w usta

wystawa├Ž przez d┬│ugie minuty przed stoiskami z czerwonym winem, tym sk┬│adowiskiem dionizyjskiego nadmiaru, bra├Ž butelki do r├¬ki czytac opisy, podziwia├Ž naklejki, waha├Ž si├¬ czy nie za drogo, a potem rozkoszowa├Ž w domu eksplozj┬▒ niespodziewanych aromatów buchaj┬▒cych z kieliszka albo krzywi├Ž z lekkim rozczarowaniem

wody nieustannie skraplaj┬▒cej si├¬ na szybach okien, jakby niewidzialny chochlik chucha┬│ na nie bezustannie, uparcie i z┬│o┬Âliwie

napisu out of order, na co drugich drzwiach do toalety w miejscu w którym pracuj├¬

biadolenia ┬┐e dwa krany

zarzyganych po weekendzie przystanków

nieustannego baletu przesadnej i obowi┬▒zkowej, doprowadzonej na skraj absurdu uprzejmo┬Âci na korytarzach biurowych,
ci┬▒g┬│ego przytrzymywania sobie nawzajem drzwi,  wi├¬c teraz wypada przyspieszy├Ž,
a mo┬┐e nawet podbiec, bo jestem jeszcze daleko, ale on zobaczy┬│ ju┬┐ ┬┐e id├¬, wi├¬c trzyma mi te drzwi nog┬▒ wyci┬▒gni├¬t┬▒ do ty┬│u, w jednym r├¬ku ma styropianowy kubek z kaw┬▒, a w drugim torebk├¬, z jednej strony torebki papier, a z drugiej przezroczysta folia, wi├¬c wida├Ž ze w ┬Ârodku dwa skony z rodzynkami,
niewygodnie mu jak diabli, mi te¿ niewygodnie podbiec, bo mi siê po prostu nie chce, bo mam czas, bo myslê
o niebieskich migda┬│ach,
ale przecie┬┐ nie mog├¬ go zawie┬Â├Ž, nie mog├¬ okaza├Ž si├¬ gburem

papierków, torebek, styropianowych pojemnikow, puszek i butelek wylatuj┬▒cych z r┬▒k przechodniów zaj├¬tych jedzeniem, wyrzucanych niedbale, ruchem niedostrzegalnym naturalnym i oczywistym, z ca┬│kowitym pomini├¬ciem istnienia pojemników na odpadki, ucztuj┬▒cy rzymianie, a obok czekaj┬▒ charty gotowe posprz┬▒tac och┬│apy, resztki ko┬Âci

jest jeszcze par├¬ rzeczy których tu nie lubi├¬, ale jako┬ mam dobry humor i tych co lubi├¬ jest wi├¬cej, wi├¬c pa pa, rzeczy których nie lubi├¬, chwilowo nie nadam wam statusu ontologicznego w postaci zerojedynkowej, le┬┐cie sobie tam gdzie jeste┬Âcie i czekajcie niegrzecznie na swoj┬▒ kolej

bo bardzo lubiê...

You need to a flashplayer enabled browser to view this video